Bycie dzieckiem sławnego rodzica z pewnością nie jest usłane różami. Dla jednych ten fakt może oznaczać znaczne ułatwienie w kontekście przyszłej kariery, jednak znacznie częściej bywa ogromną przeszkodą na drodze do uzyskania samodzielności. Niektórzy zmieniają nazwiska, przybierają pseudonimy, nie chcąc, by (przynajmniej na wejściu) kojarzono ich z konkretną postacią.

 

Kiedy spojrzymy na twarz Julii z pewnością nie będziemy mogli pozbyć się wrażenia, że gdzieś ją już widzieliśmy. I słusznie! Jej matka – redaktor naczelna francuskiego wydania Vogue, która swoją karierę zaczynała od bycia modelką. Oprócz zawodowego wsparcia przekazała jej także dobre geny. Zdjęcia młodej Carine są na to najlepszym dowodem. Córki praktycznie nie można od niej odróżnić.

 

Z pewnością nie każdemu udaje tak mocne wejście, jakie stało się udziałem Julii. Jedną z pierwszych kampanii, w których wzięła udział było reklamowanie perfum „Black Orchid” Toma Forda (projektanta wylansowanego głównie przez jej matkę). Później było już tylko lepiej: sesje dla Harper`s Bazaar, kontrakty reklamowe z Mango, współpraca z Jill Sander, a ostatnio kontrakt z Lancome.

 

Wykształcenie zdobyte w prestiżowej szkole Parsons School of Design w Nowym Jorku, połączone z naturalnym wyczuciem stylu sprawiło, że jej wizerunek stał się jednym z najchętniej opisywanych i kopiowanych przez fashionistki. Idealne ubrania to według niej takie, które nadają się do noszenia, stanowią połączenie klasyki z nutką szaleństwa, ale zawsze w bardzo kobiecej formie. Co ciekawe, swoich wyborów zazwyczaj nie konsultuje z matką i rzadko słucha jej rad w tej kwestii.

 

 

 

 

 

 

 

 

autor: Graphite