Luty jest nie tylko gorącym miesiącem pod względem różnorodnych wydarzeń filmowych, ale również muzycznych. W miniony weekend zostały wręczone Nagrody Grammy. Jest to jedna z najważniejszych nagród muzycznych dotycząca szeroko pojętej muzyki rozrywkowej. Statuetka swoim wyglądem nawiązuje do starego gramofonu, co jeszcze bardziej podkreśla jej wyjątkowy charakter. Nagrody te można porównać do muzycznych Oscarów, gdyż wachlarz kategorii jest równie szeroki.

Tegoroczne wydarzenie wzbudziło nie mało kontrowersji. Przede wszystkim na gali nie pojawiła się Rihana oraz Chris Brown. O dziwo tegoroczne nagrody nie zostały zdominowane prze raperów ani wykonawców muzyki r’n’b. Aż pięć statuetek otrzymał duet Robert Plant i Alison Krauss. Jest to o tyle zaskakujące, iż w ostatnich latach większość nagród przypadała wykonawcom ‘’czarnej’’ muzyki. Ich piosenka Please Read the Letter, przywodząca nam na myśl trochę amerykańskiego folku okazała się drogą do sukcesu, jak dla mnie za bardzo powiewa amerykańską muzyką country…

Kolejny wielkim wygranym okazał się raper Lil Wayne, który zdobył, aż 4 statuetki. Coldplay chociaż jest zespołem, który już przeżył swoje wzloty i upadki, to jednak otrzymał 3 statuetki w tym za najlepszą piosenkę Viva La Vida, co jest dla mnie lekką przesadą, gdyż tak naprawdę jest to straszna komercja, która jest już wtórna i nie wnosi niczego nowego….

Odkryciem roku okazała się Adele, która najwidoczniej była bardzo zaskoczona swoim wyróżnieniem. Chociaż jej piosenki również są nieco komercyjne, to jednak czuć znacznie większy powiew jakieś świeżości oraz indywidualizmu, którego teraz wszędzie brakuje.

Chociaż nie obeszło się bez skandali to już 51 galę tych prestiżowych nagród trzeba uznać za jak najbardziej udaną….