Jedna z najbardziej cenionych francuskich tancerek. Choreografka z nietypowym podejściem do tańca. Drobna i filigranowa kobieta doskonale odnajdująca się w świecie hip hopu. Jedna z sześciu tancerek Madonny podczas ostatniego tourne po świecie. Marion Motin była gościem podczas HH City Festiwal. W specjalnym wywiadzie opowiada o tym, jak uczyć tańca małe dzieci i dlaczego na zajęciach z hip hopu trenuje salsę i inne style latynoamerykańskie.

Prezentujemy z Marion Motin, francuską tancerką i choreografką, podczas festiwalu Hip Hop City

Przyjechałaś na nasze warsztaty po raz pierwszy. Skąd dowiedziałaś się o naszym festiwalu?

MM: Już w zeszłym roku Filip Czeszyk, z którym się znamy zapraszał mnie na letnie warsztaty. Niestety, nie mogłam wtedy przyjechać do Polski. W lutym natomiast poprowadziłam kilkudniowe zajęcia w jego szkole i wtedy zaproponował mi, żebym została jedną z instruktorek na festiwalu. Od razu się zgodziłam. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam uczyć i jest to stały element mojej pracy, a po drugie dlatego, że znamy się z Filipem i nadajemy na tych samych falach. Wiedziałam, że impreza, którą on organizuje będzie fajna (śmiech).

Prowadzisz u nas zajęcia z dziećmi w ramach Personall Skilz oraz ze starszymi tancerzami. Czym różnią się te warsztaty?

MM: Założenia i filozofia tańca, którą chce przekazać moim uczniom jest taka sama, bez względu na ich wiek. Chodzi mi o to, żeby tancerze zrozumieli, że istotą ich pracy na parkiecie są oni sami, ich osobowość i odczucia, a nie wyuczone ruchy, czy choreografia. Aby zacząć tańczyć, trzeba poczuć muzykę, wsłuchać się w bit i dać mu się ponieść. Hip hop jest specyficzny. Oczywiście, są różne style i ich konkretne założenia, ale tak naprawdę chodzi o to, żeby być silnym i oryginalnym. Wyrażać w tańcu samego siebie. Właśnie tego uczę na moich zajęciach. Odrębności! Staram się także dawać klucze i niezbędny warsztat, żeby moi uczniowie potrafili potem swobodnie odnaleźć się w każdym stylu. Oczywiście, praca z dziećmi wymaga trochę innego podejścia niż do dorosłych. Zanim zaczęłam z nimi zajęcia z hip hopu, robiliśmy po prostu lekcje tańca. Uczyliśmy się wyczuwać swoje ciało, ćwicząc np. poszczególne jego części. Wczoraj trenowaliśmy biodra w oparciu o ruchy z tańców latynoamerykańskich. Brzmi dość dziwnie, ale moim zdaniem to podstawa. Najpierw trzeba się nauczyć tańczyć, a dopiero potem tańczyć hip hop.

A warsztaty z dorosłymi?

MM: Też są podzielone na poszczególne partie ciała. Jednego dnia skupiamy się na nogach i ćwiczymy ich ruchy we wszystkich odmianach hip hopu, następnego na ramionach i rękach itd. Warsztaty wyjazdowe, gdzie mam do dyspozycji kilka dni z tancerzami, dają mi możliwość wyćwiczenia ich na wszystkie sposoby (śmiech). To o wiele lepsze niż pojedyncze lekcje raz w tygodniu. Uczestnicy HH City chcą się uczyć, a to jest mobilizujące również dla mnie.

Niedawno wróciłaś z rocznej trasy koncertowej z Madonną. Opowiesz nam, jak to jest tańczyć z legendą popu?

MM: To było niesamowite 10 miesięcy. Bardzo intensywne. Poznałam mnóstwo ludzi, od których wiele się nauczyłam. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie także sama Madonna. Ona jest profesjonalistką w każdym calu. Sukces, który osiągnęła zawdzięcza swojej ciężkiej pracy i to widać w jej zachowaniu na co dzień. Treningi, próby... ona naprawdę nie traci ani chwili. A to jest mobilizujące dla całego zespołu.

Byłaś jedną z jej sześciu tancerek. Jak zaczęła się ta współpraca?

MM: Zadzwonił do mnie dyrektor artystyczny Madonny i w jej imieniu zaprosił na warsztaty połączone z eliminacjami do ekipy tanecznej. Ćwiczyliśmy przez kilka dni, a później każdy z nas prezentował swoje umiejętności. Wypadłam chyba nieźle, skoro mnie zatrudnili (śmiech). A tak na serio to była dla mnie ważna chwila. Byłam z siebie dumna, bo Madonna zawsze była artystką, z którą chciałam tańczyć. Później, już w trasie poprosiła mnie nawet, żebym przygotowała choreografię do jednej z piosenek granych na koncercie. Pomagał mi w tym mój przyjaciel Marvin. Układ, który stworzyliśmy do „Volver” tańczyliśmy potem na wszystkich koncertach.

To spory przeskok, z trasy koncertowej z Madonną do prowadzenia warsztatów z początkującymi tancerzami...

MM: I o to chodzi! Ja uwielbiam uczyć tańca. Dzielić się tym, co umiem, rozmawiać z żywym człowiekiem i widzieć, że moja praca przynosi efekty. Oczywiście, skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie lubię pracować w showbiznesie lub np. brać udziału w walkach tanecznych. Tak naprawdę potrzebuję wszystkich tych rzeczy, każdej „po trochu”. To pozwala mi zachować równowagę i przez cały czas być kreatywną.