Kilka dni temu na Węgrzech odbył się finał I edycji konkursu „Miss Plastic Hungary”. Wszystkie jego uczestniczki musiały być oczywiście po operacjach plastycznych, a największą popularnością cieszyła się wśród nich korekta piersi i nosa. Szokujące jest to, że najmłodsza uczestniczka ma 18 lat, jej ciało może ulec jeszcze naturalnym zmianom, a ona już w nie ingeruje. Na oficjalnej stronie konkursu zaprezentowane są wszystkie finalistki, włącznie z wymiarami i datami operacji oraz nazwiskiem chirurga, z którego usług korzystały. Prawie wszystkie mają rzekomo wymiary zbliżone do upragnionego 90-60-90, ale mam nieodparte wrażenie, że nie do końca są one prawdziwe. Wystarczy popatrzeć na zdjęcia, żeby przekonać się, że do 60 centymetrów w talii niektórym paniom naprawdę wiele brakuje. Nie mówię, że bardziej kobiece kształty są złe, ale po co oszukiwać ludzi, skoro i tak każdy widzi jaka jest prawda? Dodam jeszcze, że pomimo tych wszystkich operacji plastycznych, niektóre finalistki konkursu naprawdę nie rzucają na kolana urodą. Szczerze mówiąc, o wiele więcej ładnych dziewczyn spotkałoby się na pierwszym lepszy spacerze po ulicy. Pojawia się więc pytanie, czy skoro efekt ingerencji chirurgicznej i tak nie jest oszałamiający, to nie lepiej pozostać sobą i zachować przynajmniej naturalność? Ale z drugiej strony, jeśli drobne poprawki wizualne wpływają na wyższą samoocenę kobiety i tym samym ułatwiają jej życie w społeczeństwie, to nawet jestem za. Przecież nie możemy nikomu dyktować, co ma robić ze swoim życiem.

Przedstawione przeze mnie wyżej wątpliwości mają na Węgrzech zwielokrotniony wymiar. Od dłuższego czasu bardzo neguje się tam praktykowanie chirurgii plastycznej. Tamtejsze media prawie nigdy nie okalają swych artykułów zdjęciami udanych zmian, tylko ukazują zazwyczaj tzw. „wypadki przy pracy”. Właśnie to zmobilizowało twórców konkursu do podjęcia takiej inicjatywy. Chcą, aby „Miss Plastic Hungary” pomogło walczyć ze stereotypami i żeby ludzie zaczęli traktować operacje plastyczne jako rodzaj sztuki. Mają nawet ambicje, aby doprowadzić do powstania światowej edycji konkursu, w której mogłyby brać udział kobiety z różnych państw. 

Póki co, zwyciężczynią jedynego do tej pory finału „Miss Chirurgii Plastycznej” została Węgierka Urbán Réka, która ma 23 lata. Jej nagrodą jest luksusowy apartament w Budapeszcie. Pierwszą vice miss została Edinie Kulcsar, zdobywając tym samym samochód, a trzecie miejsce oraz diamentową biżuterię o wartości 2 mln forintów otrzymała Alexandra Horvath. Trzeba przyznać, że zwyciężczynie prezentują się całkiem nieźle i trudno się u nich dopatrzeć ingerencji chirurga. Ale czy to nie brzmi trochę paradoksalnie, że tytuł Miss Plastic przyznano najbardziej naturalnie wyglądającej dziewczynie?