W 2010 roku na rynku pojawi się nowa wersja MINI Coppera- „Countryman”. Będzie on największym modelem dostępnym w ofercie marki. ”Wieśniak”, czy bardziej elegancko „Mieszkaniec wsi” bo tak możemy przetłumaczyć jego nazwę będzie pierwszym czterodrzwiowym MINI na rynku. 

Sam wygląd auta nie zmieni się w porównaniu do poprzednich egzemplarzy. Będzie to po prostu „nadmuchany” Cooper. Zawieszenie auta zostało nieco podniesione oraz zamontowano szerokie osłony na progach i nadkolach. Również wewnętrzna stylizacja nie ulegnie zmianie. Jedyna nowość, to możliwość zamówienie trzymiejscowej tylnej kanapy. Auto będzie dostępne z napędem na przednie lub wszystkie cztery koła. Pojawią się wersje z turbodoładowanymi silnikami wysokoprężnymi o mocy 90 i 112 KM, oraz z silnikami benzynowymi, o mocach 98, 122 i 184 koni.

Tylko po co nam „Wieśniak”? U fanów starego Mini Coopera, wyprodukowany w 2001 przez BMW pierwszy model MINI wzbudził ambiwalentne uczucia. Jedni, od razu kupili nowy egzemplarz, inni zarzucili Niemcom zbudowanie samochodu bazującego na kulcie starego brytyjskiego auta, tylko po to, by na nim zarobić. Bo auto zbudowane przez Bawarczyków nie było tak minimalistyczne i proste jak poprzednik, a dodatek znacząco powiększyło swoje gabaryty. Owszem, powstały modele z bardzo mocnymi, jak na pojazd o takiej masie i wielkości, silnikami, co miało kontynuować tradycję auta któro w latach 60 wygrało chociażby elitarny rajd Monte Carlo. Ale nikomu z dzisiejszych klientów nie przyjdzie do głowy myśl, żeby kupić nowego Coopera i wystartować nim w choćby amatorskim rajdzie. Dzisiaj, MINI przypięto łatkę miejskiego i nieco „lanserskiego” auta. Nazwa Countryman ma, można powiedzieć, nieco powiększyć promień zasięgu auta i zasugerować klientowi, że to auto nie służy jedynie do stania w korkach i wciskania się w każdą lukę na parkingu.

Jednak, niech to podniesione zawieszenie nas nie zdziwi. „Wieśniak” nie będzie autem do swobodnego pokonywania bezdroży, mazurskich torfowisk czy wypraw w Bieszczady. Po prostu, wiejska polna droga będzie mu mniej straszna, ale należy pamiętać, że po solidnym deszczu i tak potrzeby będzie traktor. Czyli, wiadomo, że przeciwnik nowego Coopera na pewno nie zdecyduje się na właśnie ten, czterodrzwiowy model. Być może, Ci, którym odpowiada auto budowane przez BMW, zdecydują się na praktyczniejszą wersje MINI. A co z tymi, którzy nie patrzą na historię, tylko zależy im na kupieniu dobrego auta? Po pierwsze, 5osobowe wersja to jedynie opcja, i jeśli ktoś zdecyduje się na kanapę z dodatkowym zagłówkiem, musi liczyć się z tym że nawet trójce nieco starszych dzieci nie będzie na niej wygodnie. Po drugie, popatrzmy na ceny. Standardowa wersja MINI Coopera, ze 120 konnym silnikiem benzynowym kosztuje 77 tysięcy złotych. Nieco większy, 105-konny Fiat Punto kosztuje o 20 tyś złotych mniej. A za równowartość MINI, można kupić VW Golfa, z 7-biegową skrzynią DSG i silnikiem 122-konnym. No i Golf będzie o wiele użyteczniejszy od Bawarczyka o angielskich korzeniach.

BMW każe płacić dość dużo za swoje Coopery, a należy pamiętać, że Coutryman będzie droższy, niż sprzedawane obecnie egzemplarze. Dlatego, na MINI nie zdecydują się klienci którzy racjonalnie chcą wydać swoje, ciężko zarobione pieniądze. Najważniejszym klientem będzie ten, który chce wydać za dużo kasy na auto, któro nie jest tak funkcjonalne jak konkurenci, chce udawać terenówkę oraz jest już dość popularne na naszych drogach. Oczywiście, MINI są chwalone za swoje właściwości jezdne, ale to chyba nie wystarczy, by przekonać do siebie rodziców trójki niesfornych dzieciaków z podstawówki. Moim zdaniem kupi je ktoś, kto po prostu lubi przepłacać. Bo za te pieniądze kierowca znajdzie na rynku auto przydatniejsze, oszczędniejsze, ładniejsze czy, o ile mu na tym zależy, oryginalniejsze.