Cygnet- po polsku- „łabędziątko”. Małe, szare i nie tak piękne jak starsi przedstawiciele gatunku. Taki jest też najmniejszy pojazd, zbudowany przez Brytyjską markę. Aston Martin Cygnet pojawił się w ofercie niedawno otwartego, pierwszego salonu marki w Polsce.

Nie da się powiedzieć, czy najmniejszy Aston jest brzydki. Nie da się stwierdzić że jest ładny. Najłatwiej byłoby powiedzieć, że jest to auto, zbudowane na bazie Toyoty IQ, które posiada elementy charakterystyczne dla „normalnego” Astona Martina. Dlatego też, niektórym fanom brytyjskich aut spod znaku skrzydeł, Cygnet niekoniecznie przypadnie do gustu. Innym, nie zaangażowanym emocjonalnie w te auta, „łabędziątko” może się spodobać. Znajdą się też tacy, którym spodoba się nowatorskie podejście Astona do swoich aut i ci, będą godzinami kłócić się z tymi, którzy uznają Cygneta za totalną katastrofę. Najważniejsza jest jednak opinia tych, którzy nie marzą o Astonach, tylko trzymają je w garażu. To dla nich stworzono mały luksusowy samochód. Wyceniony na około 25 tyś euro pojazd będą mogli kupić jedynie ludzie, którzy posiadają innego Astona Martina.
Sam szef koncernu podał trzy powody, dla których powstał Cygnet. Po pierwsze, trzeba było stworzyć auto, które jest dość tanie w eksploatacji (że niby kryzys i takie tam). Po drugie, wg szefostwa, bogaci ludzie również potrzebują małych aut, szczególnie, jeśli mieszkają w wielkich aglomeracjach. Po trzecie ( i to jest moim zdaniem najważniejsze przyczyna powstania tego auta) – dzięki małemu silnikowi, Cygnet będzie emitował bardzo mało dwutlenku węgla, a to pozwoli na sprostanie limitom emisji spalin, które nakładane są na całą gamę pojazdów budowanych przez wszystkie koncerny. Pod maską małego Astona znajdzie się znany z IQ motor o pojemności 1.33 litra, który generuje moc 99 koni mechanicznych. 

„Brytyjskości” Cygnetowi nadadzą charakterystyczny dla wszystkich modeli marki grill, wloty powietrza w masce wzorowane na tych z V12 Vantage oraz „odwrócone” tylne światła z DB9. Wnętrze, jak przystało na luksusowe auto, wyłożono czerwoną i czarną skórą. To, że auto wyposażono w nawigację satelitarną, klimatyzację czy system łączności z iPodem, jest bardziej, niż oczywiste. 

O Cygnecie można powiedzieć, ze zarówno jest Astonem Martinem, jak i nim nie jest. Na pewno nie jest to piękny i zapierający dech w piersiach wóz. Nie jest też efektowny, czy „lanserski”. Łabędziątko jest strasznie drogie, ale jeżeli spojrzymy na nie z perspektywy posiadacza np. DB9-tki, to w sumie, 25 tyś euro to tyle, ile trzeba wydać na dobre rękawiczki. Czy Cygnet to dobry pomysł, dowiemy się wtedy, gdy pojawią się klienci. Rocznie auto będzie produkowane w ilości od 2 do 4 tysięcy egzemplarzy. A może to doskonały pojazd dla żony czy córki? Może…