Ostatnie doniesienia potwierdzają, że to doktor Murray spowodował śmierć Michaela Jacksona. Poszedł do apteki zakupił bardzo silne środki przeciwbólowe w tym propofol, który jest używany bezpośrednio podczas operacji. Wykonał zastrzyk i wyszedł z pokoju pozostawiając Michaela w samotności. Michael powoli zaczyna umierać. Sam Murray przyznał się, że Propofol jest używany podczas operacji i że właśnie takiego zastrzyku użył w celu zniwelowani bólu Michaela.

W takiej sytuacji możemy się zastanawiać czy Michael nie zgodził się na wykonanie eutanazji. W końcu lekarz, który był związany z królem popu od kilku lat wykonywał wszystko to o co go prosił Michael. Tym bardziej, że to piosenkarz był uzależniony od środków uśmierzających. Czy jest prawdopodobne, że Michael przed wielkim come back i trasą koncertową w Anglii był na tyle zmęczony życiem, że zdecydował się na eutanazję? Jest to prawdopodobne tym bardziej, że król popu cierpiał z bólu, który już od kilku lat stał się jego nie odłącznym towarzyszem. A jak Wy myślicie czy była to śmierć z premedytacją?