Nasze życie nie powinno zyskiwać statusu „normalnego życia” dopiero wtedy, gdy się z kimś zwiążemy. Wolna wola daje nam szansę, byśmy mogli sami nadawać kształt naszemu funkcjonowaniu.
Niby najzupełniej jasne, ale jednak nie dla wszystkich. Co przekazują popularne media?


Przebijając się przez opary absurdu, warstwę kompletnie nierzeczywistą, stosy luksusowych ubrań- docieram do sedna. Do uniwersalnych prawd. Prostych, oczywistych, ale wreszcie jasno sformułowanych. O czym mówię? O bardzo amerykańskim, bardzo nowojorskim, bardzo profeministycznym mimo wszystko, ultrakobiecym tworze Patrica Kinga- „Sex and The City”.

I co widzę? Silne kobiety. Kobiety niezależne. Kobiety, które nie wstydzą się tego, że nie zawsze są silne.  Kobiety, dla których jedyną drogą do szczęścia nie jest wygodny domek na przedmieściach i gromadka dzieci. Pragną miłości, szczęścia i emocjonalnego spełnienia, ale- nie za wszelką cenę. Najwyżej na liście swoich wartości stawiają SIEBIE.


Prawdopodobnie wygłaszając takie słowa przed większym gronem znawców mediów, względnie socjologów, mogłabym obawiać się zlinczowania. Ale, mimo to, nie zawahałabym się- siła kobiet!

Radość posiadania, łatwość sprawiania przyjemności- Manolo zamiast rodziny?
Nie w tym rzecz. Nie chodzi o wybieranie między miłością, a zakupami, odpowiedzialnością, a wolnością.
Chodzi o sam wybór. O to, że nikt nie powinien decydować za nas, czy powinniśmy z kimś być, tworzyć określony model społeczny. Tylko po to, by z KIMŚ być.
Rozwój, cywilizacja i postęp sprawiają, że pojawiają się opcje. Szukamy i wybieramy.
Stosujmy nasze, najzupełniej spersonalizowane kryteria i decydujemy się na to, co najlepsze dla nas.
Egoistyczne? Tak. Skupione na jednostce? Z pewnością. A co jest złego w stawianiu na własny rozwój i własne szczęście? Wydaje mi się, że nic.


Setki butów, przewijających się przez ekrany. Stopy najsławniejszych stąpające po najpiękniejszych ulicach najbardziej znanych miast świata. Buty niosą przekaz.
Zarówno modele tradycyjne, klasyczne, jak i te zupełnie szalone, zrodzone z genialnej fantazji projektantów- wszystkie zawierają owe magiczne „coś”. Cos, co sprawia, że chcemy je nosić.
Zapełniamy gigantyczne szafy pudełkami, a nocami marzymy o pudełku z magicznym napisem twórcy…
Nie dlatego, że  pragnienia kończą się na posiadaniu, na przedmiotach. Wyłącznie z tej przyczyny, że chcemy. I nie musimy nikomu tłumaczyć dlaczego.

Buty stają się symbolem społecznych przemian- wyzwolone, zarabiające same na siebie kobiety mogą wydawać kosmiczne sumy na nowe szpilki Jimmiego Choo.


Bohaterki serialu swoimi własnymi ścieżkami dążą do szczęścia. Pozostając bez mężczyzny u boku nie są jednak nieszczęśliwe. Mają pasje, przyjaźń i… siebie. Przede wszystkim siebie. Jest to w dodatku „ja” przekonane o własnej wartości.
Jeśli spotykasz kogoś, kto okaże się być idealnym dla ciebie- w porządku. Ale jeśli nie możesz go spotkać, po co godzić się na kompromisy? Po co zapełniać lukę?

Prezenty ślubne, prezenty z okazji urodzenia dziecka, prezenty na rocznice. A prezenty dla samotnych? Czy uniknięcie małżeństwa z niewłaściwym mężczyzną nie może być powodem do świętowania? I otrzymywania prezentów?

Przeciwnicy i krytycy twierdzą, że tradycyjnym wartościom, podtrzymywanym przez stulecia i uważanym za obowiązujące, przeciwstawia się materialistyczny świat fashion vicitms- niezdolnym do podtrzymywania emocjonalnych więzi. Tymczasem, chodzi o całkowicie zdrową dawkę egoizmu i pewności siebie.




Tradycyjny model społeczny, zakładający podział na podstawowe komórki- małżeństwa, rodziny sprawia, że osoby bez pary pozostają na socjalnym marginesie.

Czy presja otoczenia, w szerszym lub węższym kontekście (od przyjaciół, przez rodzinę, aż po kulturę), sprowadza nas do roli dzieci bawiących się w krzesełka?
Kto pierwszy, zdyszany dopadnie do krzesełka- nie zostaje wykluczony. A czy biegając wokół tych upragnionych krzesełek, symboli powodzenia, szczęścia i operatywności, czekając w napięciu na moment, gdy ucichnie muzyka, mamy czas na to, by pomyśleć, czy MY mamy ochotę zająć właśnie to krzesełko? Czy podoba nam się wykonanie, materiał, solidność i trwałość, dbałość twórcy o szczegóły?
Nie, działamy instynktownie, aby wśród ciszy nie tkwić pośrodku sali samemu.

Powoli jednak ulega to zmianie. Bardzo powoli i bardzo powoli, ale jednak proces się rozpoczął. Kobieta nie musi wybierać natychmiast. Nie ma obowiązku wiązać się aż po grób z pierwszym, który zechce na nią spojrzeć. Zyskujemy moc decyzyjną. Niestety, nadal, mimo postępu i rozwoju, nie do końca społecznie akceptowaną.
Lata przeżywania życia według schematów zrobiły swoje.
Dorastamy, zakładamy rodziny w określonym  odgórnie momencie.

Zastanówmy się jednak, co jest lepsze: zawiązanie się z kimś, tylko po to, by nie być samemu, czy przedłużające się przeszukiwanie?
Wybór jest według mnie niezwykle prosty. Nie warto tracić czasu na budowanie relacji z kimś, kto nie jest tego wart, tylko ze względu na naciski otoczenia.

Mamy coraz większą świadomość własnej wartości. Jesteśmy coraz bardziej pewne siebie. Wyznaczamy sobie cel i do niego dążymy. Potrafimy formułować swoje oczekiwania i nie wstydzić się ich posiadania. Dzięki temu jesteśmy bardziej zadowolone, szczęśliwsze, bliższe spełnienia i ogólnej satysfakcji.

Świat nagle nie zmieni swych odwiecznych zasad, nadal będziemy potrzebować bliskich ludzi wokół siebie. Nie rozpoczniemy pustelniczej egzystencji, ani życia w tłocznych komunach. Pewne rzeczy pozostaną niezmienne. Inne jednak ulegną zmianie.
Bez zmian pozostanie to, że będziemy łączyć się w pary, powstaną natomiast odmienne zasady łączenia. Sami decydujmy, jak długo i jak intensywnie chcemy selekcjonować.

W myśl najbardziej elementarnych zasad nauki będziemy działać tak, wybyło nam jak najlepiej- jeśli pozostaniemy bez partnera- w porządku, jeśli chcemy się z kimś związać- też dobrze.
Problem w tym, by świat zrozumiał, że to kwestia wyboru, a nie pech, czy wynik indywidualnych niedostatków.
Nadal bowiem tworzy się oddzielne kategorie, zależnie od tego, czy jest się częścią związku, czy nie. Jest to podział jak najbardziej naturalny i oczywisty, jednak cechy przypisywane osobom znajdującym się po jednej lub po drugiej stronie stanowią przerażający anachronizm.
Nadal kogo, kto nie ma stałego partnera, kojarzy się z negatywnymi wyróżnikami (mechanizmy działające na zasadzie- skoro jest sam, to pewnie dlatego, że nie jest na tyle interesujący, by zasługiwać na jakiekolwiek uczucie). Tymczasem jest zupełnie inaczej- to właśnie ci, którzy mogą ludziom i światu zaproponować coś zdecydowanie ponad przeciętnego, decydują się pozostać singlami i dokonywać wyważonych decyzji.
Pewne wzorce nie mają już, we współczesnym świecie, racji bytu. Zastępowane są przez nowe, na ogół całkowicie odmienne od poprzednich.