Każdy kocha, kogo chce, jak chce i gdzie chce, nikomu nic do tego. Czy aby na pewno? Nie trzeba daleko szukać, aby przekonać się, że i dzisiaj zdarzają się sytuacje, kiedy cała rodzina jest przeciwna związkowi zakochanych, bo jedno z nich “nie pasuje” do drugiego...
Nie mamy już problemów ze swataniem i braniem ślubu z kimś, kogo prawie że nie znamy – można  dowolnie wybrać sobie partnera. Jednak zawsze może zaistnieć jakieś “ale” ze strony rodziny jednej połówki związku. “Ale” może dotyczyć wielu kwestii – zawodu (“Jak to? Pani doktor i ratownik medyczny?”), sytuacji materialnej (“Ten darmozjad nie będzie korzystał z naszego majątku!”), wykształcenia (“Jak możesz się dogadać z kimś, kto nie skończył studiów?”). Są więc osoby stojące przed ciężkim dylematem – czy iść za głosem serca i sprzeciwić się rodzinie, czy żyć w zgodzie z bliskimi i zerwać znajomość.
Nie chcę tu nikogo pouczać, jak ma postępować w życiu, co jest dobre, a co złe, kiedy miłość jest prawdziwa, a kiedy nie. Szukając partnera zazwyczaj wiemy, kogo chcemy mieć przy sobie na dobre i na złe. Warto jednak pamiętać, że alkoholik rzyga tak samo denaturatem i markową whisky, damski bokser bije tak samo mocno z doktoratem i po podstawówce, a nie każdy przedstawiciel szanowanego zawodu jest godny poszanowania, jakim się go darzy.


Różowe marzenia na policzkach

Do niezbędnika malujących się dziewczyn należą zazwyczaj puder, tusz do rzęs i coś na usta. Stosunkowo niewiele dziewczyn używa czegokolwiek na policzki, a jeżeli już, to najczęściej bronzera i to tylko latem. Warto przekonać się do różu – potrafi świetnie ożywić twarz, skorygować rysy i podkreślić urodę.
Róże i bronzery można kupić w różnych wersjach – całkowicie matowe, z drobinkami brokatu, z delikatną perłową poświatą lub iskrzące. Brokat na policzkach zdecydowanie nie wygląda ciekawie, przynajmniej w ciągu dnia. Pozostałe rodzaje sprawdzą się w każdym makijażu, jednak stosowane w odpowiednim kolorze i miejscu.
Róże połyskujące nakładamy w miejscach, które chcemy uwypuklić. Kiedy się uśmiechniemy, uwydatni się górna część policzków, tzw. jabłuszka. Tam właśnie delikatnie muskamy twarz pędzlem (jeśli róż jest w kremie lub płynie, nakładamy go delikatnie palcami na nieupudrowaną twarz bez podkładu). Na jabłuszka można też nałożyć róż matowy, jednak latem warto poeksperymentować z delikatnym błyskiem, kiedy drobinki lub perłowa poświata mienią się w słońcu. Na części twarzy, które chcemy zamaskować – ostry podbródek, szeroka szczęka, wysoką nasadę włosów – nakładamy róż lub bronzer matowy, ale uwaga, bardzo oszczędnie! Nadmiar różu wygląda jak choroba skórna albo przywodzi na myśl rosyjską matrioszkę.
W sezonie wakacyjnym warto również spróbować innych kolorów różu, niż wskazywałby na to typ urody. Chłodne blondynki mogą przetestować odcienie brzoskwiniowe, rudzielce będą świetnie wyglądać w chłodnym, zgaszonym różu, a brunetki mogą wypróbować oryginalny makijaż w odcieniu pomarańczy. Wystarczy kilka ruchów pędzlem lub palcem i całkiem nowy makijaż gotowy!

Błyszczyk na lato

Latem nie warto nakładać pełnego makijażu ani malować się ciężkimi kosmetykami. Błyszczyk jest idealnym rozwiązaniem – można go nałożyć bez lusterka, łatwo poprawić nim makijaż, zabezpiecza usta przed wysuszeniem, a poza tym pasuje większości dziewczyn. Przed Wami przegląd błyszczyków na lato.
W maju firma Lancome przedstawiła na całym świecie zupełną nowość wśród osławionych już błyszczyków Juicy Tubes – linię P.U.R.E., skomponowaną w 95% z naturalnych składników oraz zapakowaną w tubki z materiałów odnawialnych. W Polsce możemy kupić takie odcienie, jak Genuine Tomato (pomidorowy, czerwonoróżowy), Authentic Lavender (lawendowy, fioletoworóżowy), Vital Mandarin (mandarynkowy, przejrzysty żółty), Pure Sesame (sezamowy, brązowy) oraz Just Tofu (tofu, przejrzysty perłowy), Fresh Mint Tea (zielona herbata z miętą, przejrzysty zielony). Smaki dość niezwykłe, wręcz kontrowersyjne. Jako wielbicielka owocowych błyszczyków polecam herbaciany (wpada w cytrynę) i mandarynkowy, pachną prześlicznie:). Niestety, 99 zł za błyszczyk to naprawdę sporo (choć dostajemy go aż 15 ml), więc pora polecić coś tańszego.
Na sezon letni Avon proponuje nam brylantowe błyszczyki do ust. Mają rozjaśniać uśmiech dzięki błękitnej poświacie, dostępne są w pięciu odcieniach. Nie ma co się łudzić, że dzięki nim zęby będą wyglądały na bielsze, ale i tak warto spróbować, bo to po prostu dobre błyszczyki. Mają delikatne kolory, są trwałe, pachną miętą (odświeżają oddech, kiedy szczoteczka do zębów jest daleko:)), a niebieskie drobinki pięknie mienią się w świetle słonecznym. Tak jak Juicy Tubes są zamknięte w higienicznej tubce.
Moja trzecia propozycja to błyszczyki Bourjois Effet 3D Max. Z eleganckiego opakowania-różdżki wyłania się zabawna plastikowa szpatułka do nakładania błyszczyka, jak się okazuje, bardzo funkcjonalna. Dostępne są w dość szerokiej gamie kolorów, od dyskretnych odcieni naturalnych po iskrzące złotem i srebrem. Świetnie spisują się w każdych warunkach i pielęgnują usta