W społeczeństwach na całym świecie utrwalił się obraz mężczyzny- bigamisty, mężczyzny, który może mieć wiele kobiet. Przestało to być jednak zadziwiające, w końcu żyjemy w czasach rozwiązłości seksualnej obejmującej nie tylko mężczyzn, ale także kobiety, nie wspominając o dewiacjach. 
Patrząc jednak na sprawę w bardziej tradycyjny sposób, męska bigamia nigdy nie była wyrazem frywolności seksualnej, a raczej była w cichy sposób dozwolona społecznie. Przypominając sobie z historii czasy prehistoryczne, robiąc przegląd religijno- kulturowy świata, a nawet przyglądając się światu zwierząt dostrzegamy, że „zawsze i wszędzie” rola samca polegała na spłodzeniu jak największej liczby potomstwa, a potem zapewnieniu jej bytu.

W dzisiejszej Europie przyjęto, iż jednej kobiecie jest przypisany tylko jeden mężczyzna, a mężczyźnie kobieta- czego wyrazem jest małżeństwo. Stąd biorą się nasze oczekiwania dotyczące wierności, i chęci bycia jedynym/ jedyną. Czy jest to wykonalne? 
Jeżeli chodzi o wierność seksualną, to jak najbardziej tak, hamując freudowski popęd jesteśmy w stanie jej dotrzymać. Jednak wyobrażenia mężczyzn( w zasadzie kobiet także) zawsze zawierać będą płeć przeciwną. Wynika to zarówno z historii, jak i z uwarunkowań biologicznych. U większości kobiet nigdy nie będzie miało to tak gigantycznego wymiaru jak u mężczyzn, jednak też może zaistnieć.
Stąd pytanie, czy bigamia jest chorobą? Czy należy z nią walczyć?

Raczej nie, choć z pewnością każdemu mężczyźnie z wielką trudnością przychodzi dochowanie wierności jednej kobiecie. Pozostaną im wyobrażenia, których starają się nie ujawniać, i sny. W takim razie może Arabowie mają lepiej?