Blond włosy, niebieskie oczy, wysportowane ciało i wypełniony kartami płatniczymi portfel. Za tymi atrybutami młody wiek i biała rasa idą w domyśle. Idealny klient amerykańskiego brandu odzieżowego Abercombie & Fitch. Nie tylko zresztą klient, sprzedawcy w sklepach tej marki również muszą spełniać określone kryteria. Biali dla białych.

Poprzez nieustanne oskarżenia o rasizm o firmie ciągle jest głośno. Praktycznie nie reklamuje się ona w masowych mediach, dlatego nie jest dobrze znana poza USA. Ci, którzy sami odpowiadają „amerykańskiemu kanonowi piękna” dzięki takiemu wizerunkowi marki czują się elitą i stają się jej wiernymi fanami. Jeżeli komuś uda się przejść selekcję przy wejściu do sklepu, wraca tam z chęcią i poczuciem wyższości. Zostawiając grube pieniądze, bo jak można się domyślić, częścią image’u są odpowiednio „elitarne” ceny.

Taka strategia może się opłacać, bo rynkowa nisza, jaką są bogate, białe amerykańskie nastolatki to żyła złota. Dlatego Amercrombie & Fitch nie robi sobie nic z poprawności politycznej i otwarcie przedstawia jasną skórę jako walor estetyczny. Najwyraźniej w czasach, kiedy Prezydentem USA został Afroamerykanin, mentalność „białego pana” wciąż ma swoje mocne bastiony. Na których niektórzy potrafią świetnie zarobić