Płytę o takim tytule znajdziemy w dorobku Marii Peszek. Trzeba przyznać, że to płyta dość nietypowa. Gdy wsłuchamy się w utwory, możemy stwierdzić jedno: pełno tam seksu! Co chwila pojawia się słowo lub tekst nawiązujący do cielesności i seksu. Przykładowy cytat: „A ja dla własnej wygody zapuszczam swe ogrody i kolekcjonuję wzwody”, czy też tytuł utworu: Hujawiak. Skojarzenia, nowotwory słowne, a wszystko podlane seksem. Czy świadczy to o totalnym prostactwie autorki? A może odwrotnie, to inteligentny przekaz dotyczący uczuć i miłości? Ciężko określić, ale ludzie tego słuchają:  płyta szybko osiągnęła status złotej. Ja zadam tylko jedno pytanie: czy może być trendy rzucanie na lewo i prawo słowami „chuj” czy „fuck”?