Na rynku funkcjonują dwa podstawowe typy kosmetyków – naturalne, z wyciągami z roślin lub ziołowe. To kosmetyki dla kobiet ceniących ekologię i wierzących, że wszystko, co jest im potrzebne do pielęgnacji urody można znaleźć na łące. Oraz radykalne – to zwykle droższe kosmetyki, do których producenci ładują ciężką chemię i najdziwniejsze składniki. To kosmetyki, dla kobiet, uważających, że natura im nie wystarczy. To zwykle panie po trzydziestce, u których pojawiły się właśnie pierwsze ślady zmarszczek. Zrobią wszystko, by cofnąć, lub choćby zatrzymać czas.

I tu przychodzą nam z pomocą łożyska. 
Według Wikipedii „Łożysko (łac. placenta) – przejściowy narząd płodowy występujący u ssaków łożyskowych, który tworzy się dzięki kosmkom kosmówki zagłębiających się w ścianie macicy, łączących się z błoną ściany tego narządu. Za pomocą łożyska zarodek otrzymuje z krwi matki pokarm i tlen, a oddaje dwutlenek węgla oraz zbędne produkty przemiany materii. W tworzeniu łożyska bierze udział m.in. kosmówka (zewnętrzna błona płodowa). U człowieka łożysko powstaje w dwunastym tygodniu ciąży z tkanki łącznej błony śluzowej macicy (część matczyna) oraz z zewnętrznej warstwy komórek otaczających zarodek. Od strony matczynej łożysko składa się z wielu zrazików, od strony płodowej jest gładkie. Krew matki i płodu nie miesza się, ale do krwi płodu mogą się przedostać dzięki łożysku (za pomocą splotu naczyń krwionośnych - pępowiny) składniki odżywcze, witaminy, przeciwciała, wirusy, składniki antybiotyków.”

Do produkcji kosmetyków stosuje się zarówno zwierzęce (owcze i świńskie) jak i ludzkie łożyska! Jeśli nie chcesz mieć tego na sobie, uważaj na wszystkie kosmetyki na których widnieje łacińskie słowo „placenta”, to nic więcej jak nazwa łożyska!

Internautka Alicja pisze: „po moim pierwszym porodzie (bliźnięta) przyszła pani po wszystkim i zabrała łożysko. Kiedy zapytałam ją co z nim robią, powiedziała, że wysyłają do Azji do produkcji właśnie...kremów. Pamiętam, że wtedy poczułam się nieco dziwnie, no bo jak to, ktoś robi pieniądze na moich narządach i ja nic o tym nawet nie wiem.....ale potem doszłam do wniosku, że pewnie zgodziłam się na to podpisując różne formularze szpitalne…”
Czy na pewno kobieta przed porodem podpisuje zgodę na coś takiego? A może szpital ma prawo dowolnie wykorzystać łożysko jako medyczny odpad? Nie wydaje mi się, żeby Azjaci dostawali łożyska nasze za darmo, ktoś na pewno bierze za to pieniądze!

Alicja rodziła w Polsce, szczerze mówiąc podobne wykorzystanie kawałka mojego ciała mocno by mnie zbulwersowało. Zastanawiające, ile kobiet nie pyta, co dzieje się z ich łożyskiem po porodzie... Może też zabiera się je do Azji a potem można kupić za spore pieniądze w jakiejś drogerii? 


Albo trafią do którejś z gwiazd używającej tych kremów (Eva Longoria, Victoria Beckham – te panie bez makijażu już nie są takie zachwycające, chyba łożyska jednak im nie pomagają)