TVN postanowił wymienić Ulę Cieplak na lepszy model. „Po prostu Majka”, czyli serial, który już wkrótce zastąpi „Brzudulę’ to, jak można wyczytać z opisów krążących po Internecie,  historia młodej artystki, która nagle i wbrew własnym planom życiowym znajduje się w zupełnie niepasującym do jej uduchowionej osobowości miejscu pracy pełnym bezwzględnych ludzi-rekinów. Tam potraktowana strzałą

Amora zakochuje się w swoim szefie, który, zgadnijcie... jest nastawionym na karierę materialistą, związanym z wyrachowaną pięknością. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że już to gdzieś słyszałam. I to raczej niejeden raz. Zastosując stylistykę 3-latka powiem tak: znowu ta bajka. „Mentalna piękna i mentalna bestia”. Kolejna w rzędzie i następna w kolejności, wtórna i bzdurna opowiastka o mazaliansie umysłowo-charakterologicznym. Młode  i nieznane twarze odtwórców głównych ról tym razem zamiast napawać nadzieją na coś świeżego, wprawiają mnie w stan irytacji. Przecież i tak wiem, że już niedługo nie będę potrafiła odróżnić Marzenki od Basi, a Kasi od Zosi, gdyż skazane są one przez producentów seriali na ponure powielanie siebie nawzajem. I jak tu się nie dziwić, że nasze polskie gwiazdki poznajemy głównie po tym, ile mają na koncie rozwodów, zer czy operacji plastycznych, innego odróżnika po prostu nie ma. Czuję, że niebezpiecznie zbliżam się do podejmowania wątków mocno ideologicznych, dlatego na koniec pozwolę sobie jeszcze tylko zapłakać nad powolną i samotną śmiercią Uli Cieplak, którą na taką agonię skazano z powodu szeroko zakrojonej i przedwczesnej promocji czegoś, co z niewiadomych przyczyn nazwane zostało nowym serialem