Każdego roku premiera Kalendarza Pirelli wywołuje niezrozumiałe emocje.

W środowisku modelek obecność w kalendarzu jest tożsama z występem podczas pokazów Victoria's Secret. Oznacza awans do grona top modelek i kontrakty opiewające na miliony dolarów.

Tym razem kalendarz epatuje lateksową estetyką BDSM i kobiecą sylwetką modelki size plus.

Perwersyjna, pachnąca lateksem i tanim klubem dla Panów estetyka prowokuje i oddaje dekadencki klimat współczesnych czasów.

Szum medialny wokół kalendarza jest nieadekwatny to przebrzmiałych trendów, które znajdujemy w środku. To projekcja globalnego stanu ducha klasy średniej, który w tym roku jest wyraźnie skacowany i złakniony zakazanych uniesień.

Modelki, których walory podziwiamy na wątpliwej klasy zdjęciach to Gigi Hadid, Candice Huffine, Carolyn Murphy, Cameron Russell, Isabeli Fontana, Adriana Lima, Raquel Zimmermann, Karen Elson, Joan Smalls, Natalia Vodianova, Sasha Luss i Anna Ewers.

Obskurna stylizacja, wszechobecne nawiązania do praktyk BDSM, lateks i duszna erotyka to dzieło Stevena Meisela. Skądinąd zdolny fotograf rozczarował nas w sposób niewyobrażalny. Zero nowych wartości, zero koncepcji i kreatywności. Wtórne popłuczyny po tanim porno. Wyjątkowo słaby kalendarz Pirelli. Nie należy podążać przetartymi ścieżkami panie Meisel.