Polski film krótkometrażowy "Królik po berlińsku" był naszą szansą na Oscara. Niestety w tym roku się nie udało, ale jesteśmy pewni, że jeszcze nieraz zobaczymy Bartka Konopkę na czerwonym dywanie.
Teraz jego film będzie wyświetlany w USA, oznacza to, że Konopka ma spore szanse na zrobienie kariery w Hollywood. Reżyser nie jest przygnębiony przegraną, a raczej patrzy na to jak na wielką wygraną. Sam uważa, że z producentką, Anią Wydrą nie oczekiwali niczego więcej. Ich celem było przyjechać i zobaczyć jakie są pozostałe filmy. Uważa on, że inne filmy miały inne cele, chciały szokować, były o mocnych tematach. Królik po berlińsku natomiast opiera się na pewnej filmowości, na pomyśle.
Warto również podkreślić, że film był jedynym dokumentem-przyrodniczym spoza USA. Jak można się domyśleć, miał najgorszy marketing w USA.
Królik po berlińsku to piękna, wzruszająca historia, która opowiada o budowie i upadku muru berlińskiego z zupełnie innej, niecodziennej perspektywy. Między murami króliki czuły się bezpieczne, dopóki nie okazało się, że mur nie służy ich ochronie. Króliki zapragnęły wolności. W Króliku po berlińsku ludzka i zwierzęca perspektywa przenikają się wzajemnie, tym samym czyniąc opowieść o berlińskim murze poruszającą.