„This Is It”, najnowszy film o ostatnich ciężko przepracowanych dniach króla popu – Michaela Jacksona, spędzonych na przygotowaniach do słynnej trasy koncertowej promującej jego wielki powrót, w końcu zagościł na ekranach kin! Film ten miał swoją premierę w Los Angeles i wszedł na ekrany kin na całym świecie, w tym także w Polsce, wzbudzając przy tym niemałe kontrowersje. Część fanów, a także twórcy, uważają go za swego rodzaju artystyczny i niespisany testament Michaela. Podczas pracy nad filmem wykorzystano aż 80 godzin nagrań wideo z prób do występów w Wielkiej Brytanii.

Większość osób, które dotychczas obejrzały film „This Is It” ma co do niego mieszane uczucia. Część twierdzi bowiem, iż jest to prawdziwy hołd dla artysty, przy jednoczesnym ukazaniu prawdy na temat show biznesu oraz ogromnym zaangażowaniu Jacksona w swój wizerunek sceniczny. Inni z kolei uważają, że jest to słaby i całkiem nieudany chwyt marketingowy, służący jedynie zarobieniu jak największej ilości pieniędzy na nie tak dawnej śmierci gwiazdora. Jeden z sympatyków twórczości Jacksona powiedział nawet: „szczerze, to nie wiem czy Michael Jackson tego by chciał, bo próby to nie to samo, co występ, ale z drugiej strony fani czegoś potrzebują”.

Przypomnijmy, że 5 marca 2009 roku świat opłynęła informacja o chęci powrotu Michaela na scenę i to w wielkim stylu. Najbardziej zagorzali fani już wtedy zaczęli nabywać bilety na londyńską trasę koncertową, także pod nazwą „This Is It”, która miała rozpocząć się dopiero w lipcu. Do rozpoczęcia koncertów nigdy jednak nie doszło, jako że jeszcze pod koniec czerwca artysta po zatrzymaniu akcji serca został przewieziony do jednego ze szpitali w Los Angeles, zapadł w głęboką śpiączkę, a następnie zmarł. W efekcie wielki come back, być może największej legendy muzyki pop, nigdy nie nastąpił.

Spekulacje, iż Michael zmarł z wycieńczenia w wyniku zbyt intensywnych prób przed zapowiadaną serią koncertów krążą do dziś i nie dają większości fanom spokoju. Wielu z nich ma nadzieję, że właśnie ten film cokolwiek w tej kwestii wyjaśni albo i nawet objawi prawdę. Z pierwszych opinii na temat filmu można wnioskować, iż ogólne wrażenia na jego temat są raczej pozytywne. Twierdzi się nawet, iż jest to nagranie historyczne po raz ostatni ukazujące gwiazdora śpiewającego i tańczącego na scenie. Być może jest to pewna forma zadośćuczynienia wobec fanów, którzy nie doczekali koncertów na żywo. Jednak, czy rzeczywiście można o to obwiniać Michaela Jacksona? Reżyser filmu Kenny Ortega dodaje: „świat zobaczy to, czego nasz zespół miał szczęście doświadczać – zaangażowanie, pasję i kreatywność, jakie Michael wniósł w ten projekt”. Nie pozostaje zatem nic innego, jak tylko w najbliższy weekend zaprosić kilku znajomych do kina, aby samemu wyrobić sobie opinię