Jak to jest, że gdy w show-biznesie pojawia się nowa, nie mająca wiele do zaoferowania pod względem treści swej twórczości osoba, natychmiast się bogaci? Zostaje wylansowany zespół, uznawany powszechnie za obciachowy i beznadziejny, a jednak ich płyty zdobywają szczyty list przebojów, koncerty biją rekordy frekwencji? Czemu każdy wywiad z taką gwiazdą wzbudza falę dyskusji, spekulacji, każde zdjęcie jest dokładnie studiowane, programy z jej udziałem ponoszą błyskawicznie oglądalność stacji? Dlaczego kicz trzyma się najdłużej i najmocniej? Jak nisko upada kultura masowa?

Prawda jest taka, że każdy taki zespół, każdy nowicjusz i bywalec gal, jak i wielu polityków zarabia na tym, że jest jednocześnie kochany i nienawidzony. Z miłości płynie dochód sprzedanych płyt i biletów na koncerty. Z nienawiści – każde wystąpienie, każde słowo, a już najbardziej każda wpadka przynosi majątek.

Taka już mentalność ludzka, by z zapałem śledzić każde potknięcie innych. Potknięcie osoby sławnej jest o wiele bardziej widoczne i bolesne, a patrzeć na czyjeś nieszczęście to balsam na dusze mas. Uwielbiamy śmiać się, szydzić. Gwiazdy, a raczej ich agenci i rzecznicy niejednokrotnie to wykorzystują. Nie od dziś funkcjonuje powiedzenie ‘nie ważne, co piszą, byle pisali, które nieodłącznie towarzyszy między innymi Paris Hilton czy Dodzie. Kolejne skandale są świetnie wyreżyserowane. Zostanie publicznie potępionym jest w cenie. Bo tych wyklętych najprzyjemniej się ogląda. O nich najlepiej dyskutować. Ich oczerniać, ich bronić. Gdy zostajesz uznany za kogoś złego, wyrasta wokół otoczka zakazanego, bardzo soczystego owocu. A ten, jak wiadomo – smakuje najlepiej.

Dziś sławny może być każdy, wystarczą sztuczne piersi i przyznanie się do niech – takie panuje w wielu kręgach przekonanie. Zdobycie popularności nie jest już kojarzone z ciężką pracą i talentem, a głupotą i robieniem czegoś – czegokolwiek! – na bakier z prawem i moralnością. Teraz wokalista nie musi mieć wypracowanego głosu, chwytliwych tekstów, wystarczy makijaż, nieco golizny i nieustanna prowokacja. Taki wokalista uznany zostanie prędko na żenującego, żałosnego, nieutalentowanego. Postanie moc parodii jego wystąpień, plotki o wszelkich możliwych odstępstwach od ogólnej normy, od transwestytyzmu przez narkomanię, pedofilię, po schizofrenię. Rozważanie poszczególnych ‘odstępstw’ przelewać się będzie przez niezliczona ilość ust, gazet, portali, programów. Zostanie zadanych miliard pytań, tyle samo odpowiedzi. Wszystko to zarabia, bynajmniej nie mało.

Dlaczego szydzimy z zespołu Feel, w efekcie znając prawie każdą ich piosenkę, a przynajmniej refren jednej z nich? Rośnie zainteresowanie Dodą i Jolantą Rutowicz, bo czekamy, co kontrowersyjnego powiedzą, jak się ubiorą i w jaki sposób zwrócą na siebie uwagę. Chętniej rozmawiamy o licznych operacjach plastycznych Cher niż o jej muzyce, oceniamy zachowanie sceniczne Madonny, nie zważając na twórczość artystki. Kochamy plotki i artyści o tym wiedzą. Niemalże zawsze to nie oni są ofiarami – show-biznes to wzajemne pasożytnictwo. Masy żerują na gwiazdach, gwiazdy na masach, wykorzystując ich oczekiwania. Dwa syte wielkie chmary wilków, czy może same całe owce? Gwiazdy, ich fani i przeciwnicy wbijając w siebie zachłannie zęby, zlizując obficie zysk.