Ponieważ minęło ponad sto lat, nikt już nie jest w stanie do końca powiedzieć, jak było naprawdę. Nasz bohater to John Lee, potocznie nazywany „człowiekiem, którego nie można powiesić”. Został on skazany przez sąd na karę śmierci za brutalne zabicie swojej pracodawczyni Emmy Keyse, a następnie podpalenie jej domu. W czasie procesu oskarżenie próbowało przedstawić Lee jako niezrównoważonego człowieka, który może zabić bez mrugnięcia okiem. On sam był jednak niezwykle spokojny. Nawet podczas odczytywania wyroku.

Jak mówił jego zachowanie wynika z przeświadczenia, że Bóg wie o jego niewinności. Kiedy ostatecznie nadszedł dzień egzekucji, prowadzony na szubienice Lee opowiedział jednemu ze strażników swój sen, który później stał się proroczy. Gdy wszystko już było gotowe, okazało się, że nie można otworzyć drzwi do zapadni. Próbowano kolejne trzy razy, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów. Kiedy tylko skazany schodził z szubienicy, wszystko działało bez zarzutu. Z powodu tego niewytłumaczalnego zjawiska ostatecznie zmieniono wyrok kary na odsiadkę dwudziestu trzech lat. Od tamtego czasu niezwykłe opowieści krążyły po całym świecie na temat tego dziwnego mordercy.

Począwszy od klątwy rzuconej na szubienicę przez opłaconą wiedźmę, po modlitwy matki Lee, która to miła modlić się do szatana o uratowanie jej syna. Te niezwykłe historie pomagały tylko urosnąć mitowi przestępcy. Po odsiadce uciekł do Londynu, a następnie podróżował po rożnych kontynentach. W 1945 roku jeden z badaczy tej sprawy odnalazł w Milwaukee w USA grób Jona Lee, który, jak mówiła płyta nagrobna, zmarł w wieku osiemdziesięciu lat. Do dziś ta sprawa jest nie wyjaśniona i prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę i jaka tajemnica drzemie w karze śmierci