Słuchasz swojej młodszej, piętnastoletniej siostry i nie wierzysz własnym uszom. Mało tego – z tej paplaniny niewiele rozumiesz i równie mało jesteś w ogóle w stanie powtórzyć. I to wbrew pozorom wcale nie dlatego, że słyszysz w uchu łacinę podwórkową. Wszystkiemu winne są nowe ekscentryczne słowa, których z takim zamiłowaniem używają przedstawiciele młodego pokolenia, uważająć je za swoisty wyznacznik przystosowania do trendów oraz właściwej integracji z grupą.

Nie mówimy już, że coś jest miłe. To słowo jest zbyt archaiczne – lepiej powiedzieć, że coś jest „bekowe”. Jeśli chcemy przeprosić stwierdzamy „sorówella”, a gdy podziękować - „dziękówka”. Jeszcze więcej zamienników posiada słowo modny – możemy zastąpić je wyrazami „fleszi”, „dżezi”, „edżi”, „fresz”, „seksi” „dżusi”, „fanki”. „Homik” wyparł homoseksualistę (tudzież geja), „mamut” - mamę, a „pepegi” - trampki. I wreszcie istotna sprawa stylu życia młodych – najpierw biegną do „rzeźni” (czyt. do szkoły), wracają na „parafię” (czyli do domu), aby ostatecznie wyjść na „ośkę” (mowa o osiedlu).

Ciekawe są też nowe rozwinięcia starych, powszechnie używanych skrótów. MPO to już nie Miejskie Przedsiębiorstwo Odpadów, lecz „Młodzież Po Ogólniaku”. MTV odczytuje się teraz jako „Mnie To Wali”, PKP jako „Pięknie, K***a, Pięknie”, a OCB jako „O Co Biega”.

Szczyt kreatywności młodzi ludzie prezentują tworząc całkiem nowe pojęcia o rewolucyjnych zastosowaniach. Wystarczy tutaj wspomnieć chociażby takie jak „spokolamina” (środek podawany dożylnie podczas przesłuchań pozwalający rozluźnić przesłuchiwanego), „barking” (przestrzenie miejskie wydzielone dla potrzeb szczekających psów), „papamobile” (czyli po prostu komórka ojca), „homolokacja” (miejsce spotkań dla osób o orientacji homoseksualnej) czy „kompremis” (remis w grze z komputerem). Zjawisko to jest tak szerokie, że pod adresem internetowym www.belle.art.pl/schronisko powstało specjalne Schronisko dla Słów, które nigdy nie zaistniały w języku polskim, mimo że są bardzo fantazyjne, a czasami wręcz pomylone.

Językoznawca Jan Miodek oraz badający najmłodsze wydanie polszczyzny dziennikarz Bartek Chaciński w języku współczesnej młodzieży dostrzegają ogromny ładunek inteligencji i poczucia humoru. Nie da się przy tym nie zauważyć, że jej rozwój z dekady na dekadę ulega znaczącemu przyspieszeniu oraz pogłębia tylko i tak już sporych rozmiarów przepaść językową między poszczególnymi pokoleniami Polaków. I nie zanosi się na to, aby kreatywne i słowotwórcze podejście młodych do języka miało w najbliższym czasie się zmienić