Smutne, pozbawione miłości dzieciństwo nauczyło ją jednego- myśleć o sobie. I w myśl tej zasady troszczyła się głównie o siebie, wszystkich, usiłujących ją pokochać- odpychała. 

Kojarząca się z luksusem, bogactwem, salonami i przepychem, a przede wszystkim pięknem, umiera jako zgorzkniała staruszka, nie mająca siły sama się ubrać. Od tego rażącego dysonansu rozpoczyna się biograficzna powieść Cristiny Andrade-Sanchez „Coco”.

Tragiczne dzieje kobiety, która osiągnęła tak wiele, która stała się legendą. I która przez całe swoje życie nie potrafiła poradzić sobie z własnymi frustracjami. Która do końca swych dni pozostała niespełniona. Nieustannie niezadowolona, cyniczna perfekcjonistka z licznymi fobiami i natręctwami. Lecząca się, bez powodzenia, u ucznia Zygmunta Freuda. 

To dziwne, intrygujące i nieco niesamowite czytać o kobiecie, której dom mody nadal święci triumfy- czytać o jej neurozach, niepowodzeniach. O kobiecie, która potrafiła stworzyć projekty, rewolucjonizujące modę i zapewniające jej na stałe miejsce w historii.