Chociaż na brak dobrej pogody nie możemy narzekać, to trzeba pamiętać, że po lecie przychodzi jesień, a zaraz potem mamy już zimę. W tym sezonie w modzie królują motywy kwiatowe, panterki i tuniki. Co szykują dla nas projektanci na przełom roku 2010 i 2011? Oto propozycje od Christiana Diora, Evy Minge oraz Chanel. 

Nasza rodzima projektantka postawiła przede wszystkim na czerń. Rozwinięcia pomysłów można szukać w krojach, materiałach oraz fasonach. Jest kobieco, ale nieco poważnie. Można powiedzieć – bez szału. Materiały albo się błyszczą, albo prześwitują. Suknie nie za proste – ozdobione serią marszczeń [te za kolano], lub filuteryjnie wywiniętymi falbanami [te do kostek]. W kolekcji nie zabrakło stonowanych płaszczy, spódnic z baaardzo dużym rozporkiem, a także szerokich ramion.

U Diora wygrały przede wszystkim kolory. Mnóstwo kolorów, bynajmniej nie stonowanych! Kolekcja na pewno kipi przepychem. Dużo falban, dopasowane talie. Same nasuwają się skojarzenia z wielobarwnymi tropikalnymi ptakami. Sukienki krótkie zahaczają o młodzieńcze szaleństwo, suknie wieczorowe przywodzą na myśl bezwzględną famie fatale. Nie brak ekstrawaganckich połączeń: błękit przechodzi w czerwień, którą może oplatać pomarańcz. Dior w sezonie jesień/zima przeznaczony jest przede wszystkim dla odważnych kobiet.

Najrozsądniej przedstawia się kolekcja Chanel. Tutaj bez kroku w tył, bez kroku w przód: dalej głównie bardzo dziewczęce motywy kwiatowe. Objawiają się one zarówno na polu sukienek, jak i jesionek. O ile u Evy Minge można dostrzec pewną nutę niezdecydowania i chęć stworzenia czegoś wyjątkowego za wszelką ceną, a u Diora kolory aż rażą w oczy, o tyle Chanel ma dla nas propozycje klasyczne, które emanują elegancją i dobrym gustem. O oryginalności stroju świadczą detale: podniesiony albo przedłużony rękaw, rzadko spotykany krój dekoltu, koronka w różnych odsłonach