Pojawiły się następne zdjęcia dla Balenciagi z aktorką Jennifer Connely (“Piękny umysł”, “Requiem dla snu”)
Sesja na pewno nie jest nudna. Przewrócona sofa, krzesła, dzikie wyuzdane pozy modelki. Chaos niczym po przejściu tornado - na to wskazuje też fryzura Jennifer. Jakimś cudem jednak sukienki pozostały nienaruszone.

Mam wrażenie, że fotograf Steven Meisel nie wiedział co zrobić ze scenerią i jak ustawić aktorkę na planie. Wplątał więc ją w wir mebli, miejscami jeszcze rzucając jakieś jedwabie (tylko co tu robią gitara czy popiersie marmurowe??) i dla efektu wykręcając nogi i ręce Jennifer w różne strony, przecząc zasadom grawitacji. Blada twarz, ciemne oczy i wysoko postawione włosy nadają jej charakter bohaterki “Zmierzchu”. Mrok jest trendy. 
Connely ratuje jej uroda i figura - nawet takie wygibasy nie zniszczą jej uroku. Przepiękne sukienki Balenciagi są w centrum uwagi i wzbudzają pożądanie. Delikatne, wzorzyste, cudownie lekkie stanowią kontrast dla tła. Wspaniale prezentują się buty na wielkich obcasach, w odcieniach turkusu, indygo, beżowe z żółtą wstążką. 
Rajstopy w kropki nie wywołują zachwytów.

Jennifer Connely ma specyficzny styl. Nie do końca fashion -victim, ani trendsetter-ka, podąża własnymi ścieżkami. Jeśli chodzi o kreacje, zdarzają jej się wpadki. Przy tym nie można odmówić jej urody i talentu. Wyrobiła sobie opinię utalentowanej, klasycznej gwiazdy, nie przejmującej się zgiełkiem fleszy czy opinią krytyków. 
Mimo wszystko tak jak pozy Connely, cała sesja jest “niewygodna”, raczej niemiła dla oka. Pytanie czy ubrania też są niewygodne? No i co się stało z pragnieniem przyciągnięcia naszego wzroku? Czy nie od tego jest reklama? Idąc w drugą stronę - zabrakło nawet zdecydowanej prowokacji. Bałaganiarska koncepcja