Tylko jedna osoba cudem przeżyła tą katastrofę. Jaka to możliwe? Nikt nie jest wstanie tego wyjaśnić. Zdarzały się wcześniej podobne historie, o niezwykłym ocaleniu z katastrofy, ale jak można przeżyć upadek z wysokości ośmiu kilometrów? Dwadzieścia lat temu, doszło do katastrofy lotniczej samolotu, z Buenos Aires do Miami na Florydzie. Zginęli wszyscy pasażerowie. Szczątki maszyny i ciał odnalazły ekipy ratunkowe po ponad tygodniu poszukiwań po środku puszczy amazońskiej. Oczywiście nie udało się zidentyfikować wszystkich ciał przez co cześć pasażerów uznano za zaginionych. Przynajmniej tak sądzono przez ponad dwa lata po tragicznych wydarzeniach. Jenifer Brook siedziała przy oknie w siedzeniu 28C, podczas tego strasznego lotu. Czytała książkę, gdy poczuła straszne turbulencje i wielki huk dochodzący z tylu maszyny. Potem tylko jasne światło i mocne szarpniecie do tylu. W ułamku sekundy zdała sobie sprawę, że spada z olbrzymią prędkością. Nie pamięta dokładnie jak znalazła się między bujną roślinnością lasu tropikalnego.

Być może sprężyste liście lub gałęzie, a może to, że wciąż była przypięta pasami do siedzenia, pozwoliły jej na przeżycie tego upadku. Kiedy uświadomiła sobie gdzie jest wiedziała, iż przed nią jeszcze długa droga do domu. Po miesiącu walki o przetrwanie w dżungli, Jenifer była skrajnie wycieńczona. Nie tylko dokuczał jej upał, ale i niezliczona ilość insektów, które okazały się najniebezpieczniejsze. Kolejny raz trzeba było liczyć na cud. Tym razem okazali się nim Indianie, dzięki którym udało się skontaktować z katolickimi misjonarzami. Pomogli Jenifer w powrocie do normalnego życia. Pomimo tylu katastrof lotniczych na całym świecie, tego rodzaju cuda też się zdarzają. A być może to tylko ogromna wola i siła przetrwania?