Paradoksalne zestawienie- międzynarodowa firma doradcza GoodBrand &Company niedawno ujawniła wyniki rankingu na najlepszą markę w Polsce. Ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich wygrał właśnie Kościół (uzyskawszy 50 ptk wyprzedził 13 narodowych „marek” w tym nawet samą Polskę!). Czy zatem Kościół jako instytucję możemy uważać za swoistą sferę biznesu? Według niektórych interneutów- ateistów z pewnością tak.
Bo jak nazwać sprzedawanie „zakamuflowanych talizmanów”, które w swej definicji są przecież sprzeczne z nauką kościoła? A nabywanie dewocjonaliów na allegro.pl to kupowanie zbawienia przez Internet?

Myślę, że w ocenie tego typu działań potrzebny jest aurea mediocritas. Księża bowiem zdają sobie sprawę, iż jeżeli nie dotrą do wiernych nowymi drogami religia zostanie wyparta przez nowe zastępujące ją szybko priorytety. Zdają sobie również sprawę z podstawowych zasad manipulacji, które wykorzystują bo któż inny ich nie robi. Obiecują zbawienie bo osoba, która otrzyma jakiś dar podświadomie pragnie się odwdzięczyć, spowiadają przez Internet ponieważ jak wiadomo anonimowo jesteśmy w stanie powiedzieć więcej i handlują kiczowatymi dewocjonaliami w sieci (reklama dźwignią handlu). 
Dorota Masłowska powiedziała niedawno, iż chrześcijanie to grupa, która zaskakuje ją wciąż tym, że mimo ciągłego piętnowania reszty społeczeństwa (szczególnie ateistów) nadal zostaje nienaruszona i sprawnie funkcjonuje. Czy gdyby jednak księża nie stosowali szeroko nagłośnionej akcji marketingowej kościół katolicki nie byłby skazany na kryzys (modne ostatnio słowo). Winni są zatem duchowni czy hierarchia wartości i styl życia współczesnego człowieka oraz jego styl życia?