Czy to możliwe? Młody, wysportowany mężczyzna w sile wieku, którego stan zdrowia nie wykazuje żadnych problemów, kładzie się do łóżka na wieczorny odpoczynek. W nocy jego współtowarzysze słyszą dziwne pojękiwania. Jak okazuje się rano, mężczyzna nie żyje. Jest to skrót wydarzeń, które zanotował dr Gonzalo Aponte - lekarz badający tajemnicze zgony wśród jedenastu filipińskich marynarzy w latach sześćdziesiątych XX wieku.

Odpowiedzi nie przyniosły także wykonane dokładnie autopsje. Jednak samo zjawisko nie jest czymś nowym. Znane bowiem jest nie tylko wśród samych Filipińczyków, ale także na Dalekim Wschodzie. Według tamtejszych wierzeń, śpiący może zostać zaatakowany przez śmiercionośnego demona, który siada na klatce piersiowej i zabija swoja ofiarę. Z relacji świadków wynikało jednak, że osoby nie wykazywały jakichkolwiek oznak duszenia takich jak: ciężki oddech, rzężenie czy piana wydobywająca się z ust. W latach osiemdziesiątych syndrom ten został bardziej dokładnie zbadany i wynikało z niego, że przyczyną większości zgonów jest atak serca. Ale jak wytłumaczyć śmierć osób zupełnie zdrowych? W roku 1986 doktor Pedro Brugada, przedstawił dość niezwykły wykres badania EKG. Pokazał on bowiem rytm bicia serca, kształtem przypominający płetwę rekina. Oznaczało to tylko jedno - nieregularny rytm i w konsekwencji migotanie przedsionków. Wszystko to dzieje się z powodu złego krążenia krwi i braku odpowiedniej stymulacji, która mogłaby ten obieg wyregulować.

Oczywiście obecnie próbuje się wykorzystać rożnego rodzaju leki i inne środki zapobiegawcze przeciwko temu zjawisku. Co ciekawe w Japonii, miejscu gdzie ludzie odznaczają się długowiecznością, starcy często odwiedzają buddyjską świątynię w Kichidenji. Nazwa jej oznacza świątynię nagłej śmierci. Modlą się w niej o szybką bezbolesną śmierć oraz o to, by zostać zdrowym do czasu jej nadejścia. 

I jak widać dla niektórych nagła śmierć we śnie może być błogosławieństwem, a nie przekleństwem