Stanisław Lem przewidując rozwój internetu stwierdził: „Nie wiem czemu, już teraz wykraczając poza obszar tych wszystkich elektronicznych zmagań, ideałem godnym ścigania i doścignięcia zdaje się fanatykom informacyjnej autostrady i jej bocznych odgałęzień (jak cyberspace) człowiek zamknięty w uszczelnionym kokonie elektronicznym, który z innymi ludźmi może się komunikować przede wszystkim za pośrednictwem sieci, który poprzez przewody, dzięki pajęczynie elektronowej, może, nie ruszając się z fotela, zastygły w jednym miejscu, zwiedzać kontynenty, nabywać, kupować, inwestować, poznawać innych ludzi, wieść z nimi dyskursy, grać w sto tysięcy rozmaitych gier i loterii, doznawać rozkosznych szoków na widok innopłciowej nagości, a wreszcie, jak to nazwałem ongiś, podlegać fantomatyzacji”

W istocie kilkanaście lat po wypowiedzi sławnego pisarza i futurologa trudno się z nim nie zgodzić. Ludzie, którzy spędzają codziennie większość dnia w sieci, przed ekranem. Zaczynają utożsamiać swoje życie z wirtualnym światem. Tworzą w nim nowa osobowość i  się z nią utożsamiają. 
W książce Sherry Turkle „ Życie na ekranie tożsamość w epoce Internetu”. Autorka opisuje i zajmuje się badaniami na rzecz ofiar gwałtów wirtualnych. Według analiz psychologicznych ofiary takich zajść cierpią podobnie jak osoby, które doznały takiej przemocy w realnym świecie.
Choć głównym środkiem komunikacji w sieci są słowa, to mogą one wywierać równy wpływ co rzeczywistość, a nawet ją w swoisty sposób  zastępować