Gradient możemy spotkać w co drugiej reklamie. Widzimy je między innymi na ulotkach, jako tricki używane przez grafików, który jest „efekciarski” i uwielbiany przez prezesów firm. Przejścia gradientowe coraz częściej pojawiają się w modzie.
W roku 2007 roku, na początku dosyć nieśmiało, Prada wprowadziła gradient na butach i torebkach. Dwa lata później moda postanowiła iść jeszcze krok dalej. Raf Simons, Givenchy oraz Alexander McQueen zaproponowali w 2009 roku gradientowe ubrania dla mężczyzn. Gradient zarówno idzie w poziomie, jak u McQueena, jak w pionie u Simonsa. Nie są to kolorowe przejścia, jak w wypadku butów Prady, ale czarno- białe.

Gwiazdy zakochały się w gradientowych, obandażowanych sukienkach Herve Legera. Już teraz również w Polsce, w warszawskim butiku Moliera 2 będą dostępne cudne kreacje projektanta. Jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie możemy je zakupić.

Pod koniec zeszłego roku doczekaliśmy się fikuśnych kolorowych gradientów na ustach.
Do tego typu makijażu używamy dwie lub więcej szminek, w tym samym kolorze, tylko o różnej tonacji. Najpierw nakładamy ciemniejszy odcień na całe usta. Później cienkim pędzelkiem malujemy jaśniejszym odcieniem szminki na środek górnej oraz dolnej wargi. Na całość dodajemy błyszczyk.

W tym roku gradient przeniósł się na paznokcie. Dla bardziej cierpliwych proponujemy zrobić gradient na każdym z paznokciu z osobna. Potrzeba tutaj bardzo dużo czasu i cierpliwości. A dokładność i precyzja musi tutaj być niemiecka. Jeżeli wolimy zapłacić troszkę więcej, ale za to oszczędzić czas, kupmy pięć odcieni jednego koloru. Najjaśniejszy możemy dać na małych palcach lub kciukach. Najlepiej wygląda gradient od głębokiego czerwonego, który sprowadza się aż do lakieru cielistego.