Na to wręczenie nagród dla najprężniej rozwijających się polskich marek poszedłem z czysto zawodowego punktu widzenia. Żeby zobaczyć, czy mam tam jeszcze jakieś poletko do zaorania. Szczerze mówiąc, sądziłem, że raczej nie. I tu niespodzianka, bo okazało się wprost przeciwnie. Niestety, i mówię to z prawdziwym smutkiem, polski biznes, nosi się słabiutko. Obowiązywał dress code coctailowy, więc spodziewałem się pań z torebkami co najmniej od Louis Vuitton, w przepięknych butach, znakomitych nylonowych pończochach i w świetnie skrojonych coctailowych sukienkach.

Zobaczyłem gumowe, odblaskowe obcasy, tanie rajstopy po 3,50 oraz poliestrowe sukienki przyklejające się do ud. Zmartwiło mnie to niezmiernie. Pomyślałem, że rzeczywiście jest jeszcze dużo do zrobienia w tej materii. Sama impreza była bardzo sprawnie zorganizowana. Przepyszne jedzenie, bardzo ładny koncert i przepięknie wyglądająca Beata Czerwińska, która zdaje się była organizatorką całego przedsięwzięcia, jako jedna z nielicznych ubrana zgodnie z dress codem. Miała przepiękny biały żakiet, cudowny beżowy pas w talii i wyglądała fenomenalnie.

Świetnie prezentowała się Nina Kowalewska, bardzo dobrze wypadł młody Blikle z równie elegancką partnerką. Oczywiście nie mogło zabraknąć dwóch dziwnie wyglądających pań, które zresztą przykuwają moją uwagę na wszystkich imprezach. Nie mam pojęcia, kim są i skąd się wzięły, natomiast zauważyłem, że pojawiają się zawsze i wszędzie. Wyglądają jak dwie strzygi z Łysej Góry. "Przyciąłem" je kiedyś, jak chowały kanapki do torebki.

Nie wiem, czy podszywają się pod jakieś dziennikarki czy pod kogoś znanego, ale są wszędzie, i na imprezach modowych, i na biznesowych. Generalnie wprowadzają trochę przaśny klimat. Wracając do samej gali, gdyby wszyscy ludzie na niej zebrani byli stosownie ubrani do swoich finansów, to byłoby cudownie, a tak znowu zawiało polska biedą. Będę więc starał się obrabiać to poletko, żeby polski biznes nie wyglądał jak small biznes z lat osiemdziesiątych.

Tomasz Jacyków