W ubiegły piątek świat zatrzymał się. Kolejny raz zostaliśmy zaatakowani przez ślepy terroryzm. Tym razem dotknięty został Paryż, nie pierwszy zresztą raz. W sześciu miejscach uderzono w niewinnych ludzi. Ogrom okrucieństwa jest tak wielki, że żadne słowa nie oddadzą cierpienia i przerażenia.

Christian Lacroix w niedzielę powiedział „Miłość, światło, pokój. To musimy znaleźć w sobie, do tego musimy zainspirować świat i takie wartości rozpowszechniać”. Pomimo liczby zabitych, 130 osób (na tę chwilę) i 300 rannych, z których prawie 100 osób walczy o życie, musimy być wierni wartościom, które przyświecały Republice. Takie głosy słyszy się na ulicach stolicy Francji.

François-Henri Pinault, prezes i dyrektor generalny firmy Kering, potwierdza te słowa, mówiąc: „Ten atak jest atakiem na nasz sposób życia. Na nasze wartości. Został wymierzony przeciwko wolności i ludzkości. W tym momencie najlepszą odpowiedzią jest żyć tak jak zawsze, normalnie, pokazać naszą odwagę i solidarność, a jednocześnie zachować czujność”.

Pomimo zaleceń policji paryskiej, aby nie wychodzić z domów, ludzie wrócili do normalnego życia. W niedzielę restauracje i bary zaczęły się zapełniać. Paryżanie składali kwiaty i zapalali znicze w miejscach zamachu. Nawet ogłoszony stan wyjątkowy nie powstrzymał ich od aktów solidarności oraz gestów wsparcia dla ofiar i ich rodzin. Gromadzili się na Placu Republiki i składali wiązanki z napisami „jesteśmy wolni”, „jesteśmy Republiką”. Podobne sceny można było oglądać obok sali koncertowej  Batacalan, gdzie zginęło najwięcej osób.

Wyczuwało się oczywiście atmosferę strachu, przerażenia, ale przeważała chęć pokonania złych emocji i pragnienie uczynienia kolejnego kroku w przyszłość.

Znane marki takie jak A.P.C., Zadig & Voltaire, American Vintage czy Paul & Joe postanowiły mimo wszystko  otworzyć w niedzielę drzwi dla klientów.

Było też sporo lokali i sklepów z napisami „Chwilowo zamknięte z powodu  niebezpieczeństwa. Dziękujemy za wyrozumiałość”. Czy można się jednak dziwić takim reakcjom po piątkowych wydarzeniach?

Świat mody nie pozostał głuchy na tragedię Francji. Pierre Bergé powiedział: „Francuzi nie mogą ukrywać się teraz. Jak mówią Amerykanie ‘The show must go on’. Nie możemy poddać się terrorystom. Musimy żyć własnym życiem. Chodzić do szkół, teatrów, robić zakupy”.

Karl Lagerfeld  z wielkim smutkiem przyznał, że znał pięć ofiar zamachu.  „To nie jest wojna w klasycznym tego słowa znaczeniu. Tu nie stoimy twarzą w twarz z wrogiem”, powiedział. „Życie jednak musi toczyć się dalej”. W sobotę wraz z pracownikami, którzy wyrazili taką wolę, pracowali jak zwykle.

Projektant nie ukrywa, że atmosfera w Paryżu jest jak „czarny welon nad miastem”. Mieszkańcy Paryża długo nie będą mogli zapomnieć tego, co się stało. „Potrzebujemy czasu. To bardzo smutne dni. To, co się stało, jest przerażające i straszne. To nie pierwszy raz, gdy Paryż jest ofiarą ataków terrorystycznych”, powiedział Ralph Toledano. „Nie można poddać się atmosferze strachu i terroru, ponieważ właśnie o to chodzi tym barbarzyńcom”.

Hubert de Givenchy martwi się o dalszy wpływ tych wydarzeń na ludzi. Jak będą czuć się w nadchodzącym okresie Bożego Narodzenia? Jak wpłynie na Święta atmosfera niepokoju?

Olivier Rousteing, dyrektor kreatywny Balmain, przypomina, że Paryż to miasto światła. „Nie możemy pozwolić, by ciemność zawładnęła naszym światem. Musimy być silni, zachować wiarę w wolność słowa i nie tracić nadziei”.  Przytacza rozmowę ze swoją mamą, która uważa, że walka o wartości, stanowiące fundament Francji, musi być toczona dla kolejnych  pokoleń.

Nic nie jest ważniejsze od wolności. Projektant pragnie, by Paryż nadal postrzegano jako miasto kreatywności, miasto piękna, by zamachy nie wpłynęły  na sposób myślenia o stolicy Francji.

Świat mody walczy z terrorem swoją pracą, otwartością i kreatywnością, wierząc w wartości, które przyświecały podczas narodzin Republiki Francuskiej. Moda pozostanie wolna, podobnie jak tworzący ją ludzie…