Świat jest niesprawiedliwy. Miliony dzieciaków jak i dorosłych marzą choć o krótkiej przejażdżce którymś z modeli Ferrari. Są jednak na tym świece też tacy, którzy maja kilka, kilkanaście czy nawet kilkaset włoskich aut z charakterystycznym logo przedstawiającym ogiera. Ci ludzie ze swoimi autami mogą zrobić wszystko. Jak dla mnie, część z nich po prostu je bezcześci.

Popatrzcie- oto specjalna wersja Ferrari 360 Modena. Połączenie legendarnej marki i Hello Kity woła co najmniej o lincz publiczny i ekskomunikę. Cóż, jak widać, komuś to auto musi się podobać. Tylko komu? Czyżby bogaty ojciec postanowił sprezentować samochód w takiej wersji na szesnaste urodziny swojej córki? Nie zdziwiłbym się, gdyby to auto pojawiło się w emitowanym przez jedną ze stacji telewizyjnych programie o urodzinach nadętych i brzydkich ale megabogatych dzieci. Kotek jest wszędzie- na tylniej szybie, na końcówkach rur wydechowych, na lusterkach i na fotelach. 

Oby tylko taki dzieciak nie uwierzył za szybko w swoje umiejętności. Ferrari 360 Modena dysponuje mocą 400 KM czerpaną z 3.6-litrowego ośmiocylindrowego silnika. Do setki auto przyspiesza w 4.3 sekundy, a jego prędkość maksymalna wynosi aż 298 km/h. Zdecydowanie to nie jest pojazd dla niedoświadczonych kierowców. 

Przybliżona cena 360-tki wynosi 670 000 zł. Trzeba mieć naprawdę zasobny portfel, by zdecydować się na takie „ozdobienie” samochodu. Co więcej, trzeba mieć sporo odwagi, by pozwolić komuś młodemu jeździć tak mocnym samochodem (no, chyba że ktoś powyżej 20 roku życia będzie jeździł tym autem, ale bez przesady, czy w wieku 20 lat można chcieć Ferrari z Hello Kitty?). Najgorsze w tym wszystkim jest to, że takie auto jak te nie zasługuje na takie traktowanie. Ferrari to Ferrari i żadne naklejki czy ozdóbki nie powinny próbować „upiększać” tego supersamochodu