Szwajcarska stylistka, Sandra Kuratle szyje męskie spódnice i sygnuje je przewrotnym hasłem „Spódnica czyni mężczyznę”. Francuz Dominique Moreau zakłada fundację o wdzięcznej nazwie „Mężczyzna w spódnicy. Jego rodak, francuski projektant Romain Kremer idzie jeszcze dalej – w swojej najnowszej kolekcji promuje długie, sięgające do kostek... męskie sukienki. Widok mężczyzny w spódnicy lub sukience przestaje szokować i nie jest już społecznym tabu.

Tradyjne, lokalne części ubioru, takie jak szkocki kilt, hinduskie dhoti i grecka fustanella powoli przestają być jedynymi dostępnymi dla panów formami spódnicy. Marki takie jak Kenzo, Jean Paul Gaultier, Nikos czy Dolce & Gabbana prezentują w swoich kolekcjach męskie odmiany zarezerwowanej wcześniej tylko dla kobiet formy odzieżowej. Królują wśród nich spódnice portfelowe oraz dżinsowe wersje kiltów, wyglądem radykalnie różniące się od swoich pierwowzorów.

Popularyzacja męskich spódnic i sukienek zaowocowała również stworzeniem specjalnej, wyprodukowanej z myślą o panach linii rajstop Comfilon, które umożliwiają zakrycie niechcianego owłosienia na łydkach. Nie oznacza to jednak, że obowiązuje stuprocentowa gładkość. Brak jednego podejścia do tej kwestii powoduje, że część mężczyzn nie czuje się w obowiązku golić nóg przed założeniem spódnicy, a już tym bardziej przywdziać przedtem rajstop.

Pojawia się jednak zasadnicze pytanie: czy tak dobitne czerpanie z form wykorzystywanych przez modę damską oznacza syndrom zniewieściałości panów? Nic bardziej mylnego. Chodzi tutaj raczej o czynnik quasi-emancypacyjny. Mężczyźni twierdzą, że zależy im jedynie na zniesieniu sztucznych podziałów panujących w świecie mody oraz na wzbogaceniu męskich trendów o nieco śmielsze i bardziej wyrafinowane rozwiązania