Jeśli zgadzacie się z popularnym stwierdzeniem, że aby być gwiazda - trzeba się nią urodzić, nie czytajcie tego artykułu. Chińczycy wierzą, że bycie gwiazdą to coś, czego można się po prostu nauczyć, a edukację najlepiej zacząć od najmłodszych lat.

Chińskie dzieci (mimo, że mają po kilka lat) są już zdeterminowane, aby zostać gwiazdą przez duże „G”. Słowem – chcą spełniać swoje marzenia. Od niedawna mogą wyjechać na specjalny obóz, gdzie sztab ekspertów powie im, jak to uczynić. W programie obozu figurują takie elementy jak: nauka tańca, śpiewu, aktorstwa, udzielania wywiadów i dawania publicznych występów. 
Dzieci uczą się od studentów najlepszych szkół filmowych i teatralnych z Pekinu. Na obozie dla przyszłych gwiazd, dzieci nie mają czasu na lenistwo. Pracują 8 godzin dziennie. Grafik jest napięty, bo przecież zawsze znajdzie się coś, co dziecięca gwiazda powinna umieć. Mimo, że za pobyt dziecka w „fabryce gwiazd”  rodzice muszą  słono zapłacić, obozy biją rekordy popularności.
Tygodniowy pobyt kosztuje około 220 dolarów.

Uczestnicy obozu marzą, by być lubiani i podziwiani na całym świecie. Rodzice pomagają im te cele spełnić. Żaden z uczestników obozu nie został jeszcze dziecięcą gwiazdą. Fakt ten nie zniechęca jednak ani dzieci, ani ich rodziców. W Chinach polityka jednego dziecka spowodowała, że rodzice mogą pochwalić się tylko jedną pociechą, dlatego też często pokładają w niej wielkie nadzieje. Granica między ambicjami mamy i taty, a marzeniami ich dziecka okazuje się bardzo cienka. Jeden z nauczycieli na obozie twierdzi, że nie wszyscy rodzice są tacy. Według niego część rodziców wysyła tu swoje dzieci, aby stały się bardziej otwarte i pogodne.

Czy w Polsce niedługo spotkamy się z podobnym zjawiskiem? Niewykluczone, że znajdą się rodzice, którym pomysł się bardzo spodoba. Jeśli takie tendencje zaczną być widocznie, to może i w Polsce powstanie obóz dla przyszłych gwiazd. W końcu jest to biznes jak każdy inny