Za nami pierwszy wyścig 61. sezonu Formuły 1. GP Bahrajnu nie zakończyło się tak sensacyjnie, jak ubiegłoroczny wyścig otwierający sezon, w którym dublet wywalczył zespół Brawn GP, który w ostatniej chwili został zgłoszony do rywalizacji. W tym roku na podium stanęli dwaj kierowcy Ferarri oraz Lewis Hamilton z McLarena.

Polscy kibice mieli nadzieję na dobry wynik Roberta Kubicy, który w sobotnich kwalifikacjach zając przyzwoite, 9 miejsce. Niestety, tuż za pierwszym zakrętem Polak miał lekkie zderzenie z Adrianem Sutilem, które spowodowane było próbą ominięcia chmury dymu wydostającej się z bolidu Marka Webbera. Kubica obrócił się o 180 stopni i szansa na zdobycie punktów w wyścigu spadła do zera. Kierowca Renault znalazł się na ostatniej pozycji i zaczął próbować odrabiać straty. O ile wyprzedzenie debiutujących w F1 kierowców łatwo przyszło naszemu rodakowi, to potem zaczęło się mozolne oczekiwanie na możliwość wyprzedzenia bardziej doświadczonych kierowców. Ostatecznie, Kubica znalazł się na 11 pozycji, co po wydarzeniach z początku wyścigu może napawać optymizmem, ponieważ Polak utrzymywał dobre tempo i wyprzedził wielu rywali, co na torze Shakir nie jest takie łatwe.

Zwycięstwo przypadło Fernando Alonso, który o 16 sekund wyprzedził Felipe Massę oraz o 23.1 sekundy- Lewisa Hamiltona. Dublet Ferrari okazał się możliwy, gdy awaria wydechu uniemożliwiła S. Vettelowi utrzymanie wysokiego tempa. Na 33 okrążeniu Niemiec zgłosił swoim serwisantom spadek mocy, który spowodował spadek kierowcy Red Bulla na miejsce 4. Do awarii to Vettel przewodził stawce, regularnie powiększając przewagę nad rywalami i nic nie wskazywało, by ktoś mógłby odebrać mu zwycięstwo.

Z nienajlepszej strony, choć można się było tego spodziewać, pokazały się debiutujące w tym sezonie teamy. Bruno Senna i Karun Chandhok z HRT F1 oraz Timo Glock i Lucas Di Grassi z Virgin Racing w ogóle nie ukończyli wyścigu, a reprezentujący barwy Lotusa Jarno Trulli oraz Heikki Kovalainen stracili kolejno 3 i 2 okrążenia do zwycięscy. Z powodów technicznych wyścigu nie ukończyli także debiutant w F1 Witalij Petrov z Renault oraz Kaumi Kobayashi i Pedro de la Rosa z BMW Sauber.

Wyścig nie należał do najbardziej emocjonujących. Walka na torze polegała raczej na mijaniu się kierowców w dole stawki. W czołówce, Alonso szybko uporał się z kolegą z teamu, Massą, a późniejsze wyprzedzenie Vettela było zwykłą formalnością, gdyż ten jechał niesprawnym bolidem. Na szczęści, obyło się bez wypadków i Safety Car nie musiał pojawiać się na torze. GP Bahrajnu pokazało że mocne są te teamy, które panowały w ostatnich latach. Ciężko ocenić jednoznacznie zespół Kubicy, bo ten nie miał szansy na walkę z najlepszymi. Miejmy nadzieję, że następnych wyścigach polak znajdzie się w czołówce i pokaże, na ile tak naprawdę stać jego bolid.