Moda pędzi nieubłaganie. Jej świat zmienia się, wiruje, nigdy nie śpi. Chociaż w naszych szafach nie zdążyły się jeszcze zadomowić kreacje jesienne czy zimowe, na wybiegach prezentowane są już trendy na nadchodzącą wiosnę. Jak to z modą na wybiegach bywa, jest o czym dyskutować. Tym razem na celowniku znalazły się fryzury, które kojarzymy ściśle z erą disco, błyszczącymi legginsami i dyskotekową kulą. Tym razem afro ma mieć wydźwięk vintage i bardzo elegancki. Czy taki efekt jest możliwy do osiągnięcia?

Dyskusja o afro zaczęła się od prezentacji domu mody Louis Vuitton. Poza fantazyjnymi, niesamowitymi strojami uwagę gości pokazu przyciągnęły fryzury modelek. W ciągle trwającej dobie prostych kosmyków i lekkich fal nie można przejść obojętnie obok bujnego, wysokiego, bardzo puszystego afro! Niecodzienne loki ręki najlepszych fryzjerskich mistrzów są wiernymi odwzorowaniami afro ery disco, lecz mają w sobie wiele elegancji.
Ugrzecznione są subtelnymi kokardkami są bardziej kobiece niż surowe pierwowzory z parkietów i torów wrotkarskich ubiegłego stulecia. Przypominają nieco perukę, faktycznie bowiem uzyskanie trwałej takiej fryzury z naturalnych włosów graniczy z cudem. 

Afro to świetny patent na zwiększenie witalności i objętości włosów, zatem ono i loki w ogóle są poleca cienkim i nieco słabym kosmykom, lecz należy pamiętać, że trwała ondulacja i tapirowanie niszczą włosy, co może prowadzić do ich wypadania czy łamania się. 

Czy jest to tylko element uświetniający pokaz (jak wiadomo fryzury i makijaże często są dekoracyjnym dodatkiem do kreacji, nie mając na calu wyznaczania trendów)? Czy moda na afro powróci do łask i zagości na ulicach?