Tanoreksja – to pojęcie jeż względnie młode, jednak już to, co się pod nim kryje, zbiera niemałe żniwo. 
Wraz z modą na opalone ciało, rozwinęły się usługi solariów. Kobiety zapragnęły skóry jak po dwóch tygodniach urlopu na słonecznej plaży na co dzień i niezależnie od pory roku. Mimo alarmu dermatologów, solarium stało się nowym uzależnieniem, nie tylko kobiet. Uzależnieniem niejednokrotnie tak silnym, że mających charakter choroby psychicznej. Tanoreksji. 
Dagmara pierwszy raz poszła na solarium kilka tygodni przed studniówką. Chciała wyglądać ładnie, mieć opaloną skórę, która pasowałaby do jasnej sukienki, którą dostała od rodziców. Przestrzegała porad, jak często chodzić na solarium, jaki jest optymalny czas przebywania pod wpływem promieni. Była bardzo ostrożna. Podczas studniówki lśniła wśród koleżanek. Przyjaciółki nie mogły przestać zachwycać się jej opalenizną. Twierdziły, że Daga świetnie wygląda z ciemniejszą skórą i by zastanowiła się nad utrzymaniem tego efektu po studniówce.

„Po studniówce bywałam na solarium częściej. Za każdym razem, gdy dziewczyny widziały mnie coraz bardziej opaloną, prawie piały z zachwytu. Czułam, że się podobam i to bardzo mnie motywowało, dodawało pewności siebie. Wciąż jednak byłam ostrożna. Kupowałam w salonach solarium specjalne kosmetyki, które chroniły skórę, a jednocześnie wzmacniały i utrwalały opaleniznę.” Opowiada Dagmara „jednocześnie bałam się znowu być blada. Chodziłam na solarium częściej. Coraz częściej. Po pewnym czasie moja skóra była tak przesuszona, że czułam się jak w kilka rozmiarów za ciasnym kombinezonie. Ale opalałam się nadal. Opalona czułam się ładna, modna, w centrum uwagi… nie zauważyłam, kiedy ludzie oglądali się za mną nie dlatego, że wyglądałam za zadbaną, ale jak cudak. Moja skóra była ciemnobrązowa, sucha, ściągnięta. Miałam uczulenie, ale ignorowałam to i nadal się opalałam. Zaczęłam miewać zawroty głowy, trudności w oddychaniu. W końcu z przerażeniem stwierdziłam, ze to od zbyt częstego opalania się więc przestałam chodzić na solarium. Wytrzymałam tydzień.”

Dagmara wspomina tydzień ‘odwyku’ od solarium jako wyjątkowo bolesny. „Czułam się jak narkoman, który nagle odstawił ulubione dragi. Nie mogłam zasnąć, ze strachem oglądałam się w lustrze. Ciągle wydawałam się sobie zbyt blada, chociaż kumpele, które namawiały mnie do opalania, teraz z niedowierzaniem na mnie patrzyły, pytały ‘Daga, coś ty z siebie zrobiła?’. Dostrzegłam, że wizyta na solarium była czymś w rodzaju rytuału, gdy opuściłam chociaż jedną – czułam się okropnie. Wraz z opalaniem wróciły dolegliwości. Kilka razy zdarzyło mi się zemdleć. Wtedy porozmawiałam z mamą, a ona zaprowadziła mnie do lekarza. Sama zaś udałam się do psychologa.”
Dziś Dagmara bardzo żałuje tego, że tak bardzo pochłonęło ją solarium. I nie tylko ją. Wydała na kąpiele w kapsule wszystkie oszczędności, około dwóch tysięcy złotych. Opala się wciąż na solarium, lecz o wiele rzadziej. Zapytana, czego najbardziej żałuje, odpowiada: „Zdrowia. Żałuję, że sama doprowadziłam swoją skórę do tak opłakanego stanu, w jakim jest teraz, ale cieszę się, że nie mam żadnych zmian nowotworowych, a przecież mogłoby tak być. Często łapię się na myśleniu o swojej bladości, chociaż jestem bardziej opalona od znajomych. Jestem pod stała opieką psychologa, wspiera mnie też rodzina, za co bardzo im dziękuję.”

Szacuje się, że tak zwanych tanorektyczek może być obecnie więcej niż anorektyczek i bulimiczek razem wziętych. Kobiety nie widzą nic złego w opalaniu się, twierdzą, że wszystko mają pod kontrolą. Ciągle widzą w sobie kogoś bardzo bladego, podobnie jak wychudzona anorektyczka dostrzega w lustrze siebie z wyjątkową nadwagą. Dlatego anoreksje nazywa się już chorobą. Dotyka ona nie tylko kobiety, ale i mężczyzn.

„Dziewczyny lubią brąz…” śpiewał Ryszard Rynkowski. I, niestety, chyba tylko dziewczyny, bo wielu panów deklaruje, że woli naturalną, nawet lekko bledszą skórę o pań. „Sto procent naturalności!” apelują. Czy, podsumowując wszelkie ryzyko związane w tym przypadku z tanoreksją, trudno im przyznać rację? 
„Gdy ktoś nie zna umiaru, nie powinien sięgać po niektóre wynalazki” kończy Dagmara „bo to bardzo łatwo z błogosławieństwa może stać się gorsze od zarazy”