Kościół Baptystyczny Westboro to samotna wyspa na oceanie wyznań chrześcijaskich. Każdy inny, nawet fundamentalistyczny odłam tej wiary woli trzymać się od niego z daleka, ideologicznie i praktycznie. Trudno się dziwić, ludzi, którzy są na tyle ograniczeni, żeby oprzeć całą swoją działalność i pewnie też sens życia na jednym haśle – „Bóg nienawidzi pedałów”  jest na świecie, na szczęście, stosunkowo niewielu. Wystarczy ich jednak do tego, żeby urządzać całkiem liczne wycieczki na pogrzeby grzeszników (czytaj gejów, Żydów i muzułmanów) i objawiać zaciemnionej ludzkości osobiste sympatie i antypatie samego Boga na pomalowanych farbą starych kartonach. Czasami popartych dzikimi krzykami z imponującym jak na ludzi przekazujących myśli Stwórcy zagęszczeniem wulgaryzmów. Co ciekawe, członkowie tego kościoła postanowili nie poprzestawać na polityce uświadamiania nieuświadomionych i wypracowali niezwykle finezyjne rozwiązanie „problemu” homoseksualizmu. Kochających inaczej powinno się ich zdaniem zwyczajnie sadzać na krześle elektrycznym. Takie proste, a jakie skuteczne, gdyby w końcu więcej osób zrozumiało geniusz tego panaceum, z ziemi zniknęłoby całe zło i zapanowałaby powrzechna, heteroseksualna sielanka. Cały  ten szalenie oświecający dorobek kościoła nie byłby znany szerszej publice, gdyby nie udało się mu raz na jakiś czas wybłagać zainteresowania mediów. Trzeba przyznać, że członkowie przyłożli się do zadania. Do ich największych sukcesów na tym polu należy zaliczyć wizytę na ostatnim rozdaniu Oskarów, kiedy Heath Ledger otrzymał pośmiertnie statuetkę. Pamięć tego wspaniałego aktora, który wcielił się w postać geja z Brokeback Mountain uczcili oczywiście swoim głównym sloganem.

Ostatnio znowu było o nich głośno za sprawą pozbawienia opłakujących Micheala Jacksona i Farrah Fawcet złudzeń co do losów idoli w zaświatach. „Oboje smażą się teraz w piekle!” napisali w oficjalnym oświadczeniu i obiecali pojawić się na obu pogrzebach. Jedyne skojarzenie, jakie nasunęło mi się po przeczytaniu tego newsa to teledysk do piosenki „Thriller” Króla Popu. Miejmy nadzieję, że jego ostatnia droga nie zamieni się za sprawą kilkunastu pseudoreligijnych zombie w danse macabre