I stało się! Nękana ostatnio bez chwili wytchnienia przez rozmaite środki masowego przekazu Alicja Bachleda-Curuś zdecydowała się w końcu udzielić wywiadu dla polskich mediów, głównie z uwagi na fakt, iż plotki na temat jej życia prywatnego podobno najbardziej dotknęły jej rodziców. Przypomnijmy, że ta debiutująca 26-letnia Polka i Colin Farrel poznali się na planie filmu „Ondine”. Wywiad specjalnie na potrzeby niedzielnego programu Dzień Dobry TVN przeprowadziła Kina Rusin. 
Dotychczas na temat naszej rodaczki usiłującej zrobić karierę aktorską w Stanach Zjednoczonych spekulowano między innymi, że wraz z Colinem Farrelem zamierza ona przeprowadzić się do jednej z kamienic mieszczących się przy Rynku Głównym w Krakowie, że ma konflikty z teściową, że jej partner nakręcił amatorski film porno, że Święta Bożego Narodzenia zamierzają oni wspólnie spędzić w Polsce, że Farrel ma romans z Janet Jackson, a także, że para wyjechała ostatnio na wakacje do Meksyku pozostawiając na pastwę losu ich nowonarodzone dziecko.

W wywiadzie z Alicją Bachledą-Curuś dowiadujemy się, ile z podanych dotychczas informacji faktycznie jest prawdą, a ile wyssaną z palca plotką. Alicja zdementowała między innymi plotki o swojej mamie mówiąc, że: „Pojawiły się jakieś informacje o mojej mamie, że ma zakaz przyjazdu do Stanów i że się nie lubią, co jest zupełną nieprawdą. Oboje się bardzo lubią, uwielbiają można powiedzieć. I też mama Colina jest wspaniałą kobietą i bardzo się lubimy i szanujemy”.
Ponadto polska aktorka przyznała, że ma nadzieję, iż jest dla Colina Farrela wyzwaniem. Po czym dodała: „Ale wiesz, no, trafiliśmy na siebie, takie szczęście w życiu spotkać kogoś, kto patrzy w ten sam sposób na świat, który ma pewną wrażliwość, dość rzadką u mężczyzn w widzeniu piękna, natury, ludzi, i też jest bardzo uduchowiony”. Aktorka nie wie dokładnie „czy była to miłość od pierwszego wejrzenia, czy przeświadczenie o nieuchronności zdarzeń… czy o nieuchronności miłości, która przyjdzie, coś w tym stylu”.

Alicja przyznała także, że Colin jest znakomitym tatą dla swojego synka Henry Tadeusza, i że takiego ojca ze świecą szukać. „Zaangażowanie w te takie czynności bardzo przyziemne, przewijanie pieluch, czy noszenie, żeby się odbiło, to są takie rzeczy, które się widzi, że ktoś przeżywa”. Nie pozostaje nam zatem chyba nic innego, jak tylko śledzić dalszy bieg wydarzeń i życzyć skąd inąd świeżo upieczonym rodzicom wytrwałości w dążeniu do celu, jakikolwiek by on nie był…