Jak się rzekło, moda na sushi przekroczyła granice stolicy Mazowsza. Otwarty w Krakowie przy ul. Bożego Ciała Edo Sushi Bar śmiało równać się może z warszawskimi "suszarniami", jak Tokio, Inaba czy Akasaka, wyznaczającymi dotychczas najlepsze nadwiślańskie standardy.


W pierwszej sali wita nas bar sushi i tradycyjne dla Europy stoliki, dalej mamy zamykane przesuwanymi drzwiami chambres séparées, gdzie siada się na podłodze przy niziutkich japońskich stoliczkach. Karta jest obfita i daleka od sztampy, są w niej m.in. nigiri, gunkan maki, hosomaki, uramaki, futomaki, temaki, oshi zushi, inari zushi, gomoku zushi w wielu odmianach, dla leniwych sushi sets, czyli zestawy. Brak tu miejsca, by objaśnić wszystkie te nazwy. Na przykład: nigiri to zlepiony kawałek ryżu z dodatkiem najczęściej rybnym na wierzchu, a maki to ryż owinięty plastrem wodorostu z nadzieniem w środku. Dla ciekawych rzadko u nas spotykane mushi, czyli sushi gotowane na parze. Wszystko świeżutkie, pyszne, pięknie i miło podane, na życzenie podlane japońskim piwem lub sake.