Gejsza to najczęściej piękna i młoda kobieta japońska z perfekcyjnym makijażem, która zabawiała gości podczas przyjęć. Piszę „najczęściej piękna i młoda”, ponieważ zdarzało się, że gejsza nie jest tryskającą młodością boginią. Czy takich gejsz jest w dzisiejszym świecie dużo? Kim tak naprawdę jest dzisiejsza gejsza. Warto się nad tym zastanowić. 

Gejsza, słowo składa się z wyrazu gei (sztuka) i sha (człowiek). Więc jeśli dokładnie czytać to słowo, to każda kobieta współczesna staje się swoistego rodzaju gejszą. Najlepszym dowodem na to jest fakt ile każda z nas wydaje na kosmetyki, zabiegi, itp. Tak myślę, że nie ma górnej granicy, jeśli chodzi o pieniądze które wydaje kobieta na poprawki swojej urody. 
Fryzjer, kosmetyczka, manicure, czy inne zabiegi. Każda z nas nie żałuje sobie środków finansowych na te przyjemności, niezależnie od tego czy są one nam potrzebne, czy nie. Bo zawsze można coś poprawić, a już na pewno nie zaszkodzi zwiększyć częstotliwość bywania w salonach urody. To przecież jeden z wyznaczników współczesnej, modnej, odnoszącej sukcesy kobiety.

Sama po sobie wiem, jak to jest. Za każdym razem każda z nas obiecuje sobie, że to tylko tak jednorazowo: bo koleżanka poleciła, bo kuszą nas kolorowe reklamy w czasopismach, bo modelki tak pięknie wyglądają na zdjęciach. Bez mrugnięcia okiem kupujemy krem o którym ostatnio mówiła w wywiadzie Małgorzata Foremniak. I machina rusza. Idziemy do kosmetyczki, fryzjera a po wizycie pani o przemiłym uśmiechu pyta czy chcemy kartę stałego klienta, a warto bo 10 wizyta jest gratis. Bierzemy, bo czemu nie. Najwyżej z niej nie będziemy korzystać, a potem? No przecież 10 wizyta gratis więc trzeba wykorzystać. 
A u kosmetyczki? Siedzimy na wygodnym fotelu, w tle relaksująca muzyka, i miła pani kosmetyczka, która z zatroskanym głosem, najdelikatniej jak potrafi mówi nam o naszych wadach urody, koniecznie trzeba je poprawić! No trzeba, trzeba, przynajmniej ktoś się o nas troszczy, mąż nawet nie zauważył, wszystko mu w nas pasuje byle tylko obiad był na czas. Wracamy do domu i on nawet nie zauważa, że oczyściłyśmy sobie twarz, czy zrobiłyśmy ondulacje rzęs, a jak już mu mówimy to stwierdza, że powinnyśmy zająć się czymś poważnym. Więc zapisujemy się na następną wizytę, bo jesteśmy zauważone, ktoś o nas dba, jesteśmy najważniejsze, i nie mamy tam żadnych zmartwień, problemów, relaks w czystej postaci. 

Jesteśmy tak zabiegane, że nie mamy czasu na codzienny makijaż, więc fundujemy sobie permanentny. I z głowy, i jakie jesteśmy ekonomiczne? Zaoszczędzamy w ten sposób jakieś 10 min. co rano. A efekt? Średni, tak naprawdę. Pięknie umalowane oko kontrastuje z naszą fryzurą rano, nie każda bluzka do niego pasuje i zawsze wyglądamy tak samo! A nasz mężczyzna?- twierdzi, że większej różnicy nie ma.