Na ulicach pojawia się coraz więcej maleńkich autek, których główną zaletą jest możliwość zaparkowania w niemal każdej szczelinie. Honda stwierdziła, że jeżeli ktoś potrzebuje takiego pojazdu, to po co mu cztery koła, skoro trójkołowiec w takich sytuacjach będzie jeszcze lepszy? 

A jeśli Japończycy coś wymyślą, to potem to zrobią. I w ten to sposób, w Genewie pojawi się koncepcyjna Honda 3R-C. Będzie to miejski trójkołowiec dla jednej osoby. Dwa koła z przodu oraz bardzo nisko umieszczony środek ciężkości mają zapewnić trójkołowcowi stabilność porównywalną z miejskimi autami. 3R-C wygląda masywnie i ma wysoko poprowadzona linię boczną, która ma chronić w przypadku bocznych kolizji. Szybka, która w czasie jazdy będzie chroniła kierowcę przed wiatrem, będzie składana i gdy zostawimy pojazd na parkingu, osłoni kokpit przed deszczem czy złodziejami. Dzięki opływowym kształtom i licznym załamaniom „auto” wygląda niezwykle interesująco, a na drodze każdy zwróciłby na nie uwagę. Jeśli chodzi o napęd, to Japończycy poinformowali jedynie o tym, ze 3R-C otrzyma silnik elektryczny, który będzie można ładować w garażu.

Trzeba przyznać, że trójkołowiec Hondy to taki „poprawiony” skuter. Dach pozwoli na pozostawienie „auta” na parkingu w deszczowy dzień, trzy koła zapewnią stabilność, bagażnik pozwoli na przewiezienie laptopa do pracy, a w razie kolizji (czego nikomu nie życzę) kierowca będzie bezpieczniejszy niż na motorze. No i tak, jak wspominałem we wstępie, trójkołowiec zaparkuje niemal wszędzie. Dla kogo ten pojazd? Może być dla studenta, czy dorosłego, który potrzebuje szybkiego poruszania się po mieście, ale potrzebuje czegoś więcej niż skuter. Honda 3R-C na pewno spodoba się ludziom lubiącym ekstrawagancje, ale nawet Ci ludzie będą potrzebowali jeszcze „normalny” samochód. Bo trójkołowiec choćby nie wiem jak się starał, nie zabierze na Mazury nawet dwóch osób. Niemniej jednak, na 3R-C patrzę z uśmiechem na twarzy.

Z uśmiechem na twarzy patrzę także na Hondę EV-N, ale jest to uśmiech pełen pogardy i politowania. Jest to auto, które ma przypominać Hondę N360, produkowaną na przełomie lat 60- i 70-tych. Dzięki temu powstała pralko-zmywarko-zamrażarka na kołach, która wygląda paskudnie. Lodówki, sprowadzane z Rosji za czasów komunizmu miały więcej przetłoczeń, agresji i dynamiki, niż EV-N. Jedyne elementy, które pojawiły się na karoserii tej Hondy, to światła, które na domiar złego, wyglądają okropnie. Trzydrzwiowe autko oferuje miejsce dla czterech osób i ma być napędzane przez elektryczny silnik. Akumulatory będą ładowane przez panele słoneczne umieszczone na dachu.

Honda dała nam klasyczny przykład „ dobry gilna, zły glina”, gdzie zamiast ów gliniarza, pojawiają się pojazdy. O ile trójkołowy 3R-C to ciekawa idea, która jeśli zostanie zrealizowana, może spotkać się z zainteresowaniem, to EV-N powstał zapewne po to, by przypomnieć ludziom czasy komunizmu. To zły pomysł i mam nadzieję, że nigdy nie zobaczę lodówki na ulicy. Gdybym się zamyślił, to otworzyłbym drzwi i zaczął szukać szynkę, wprawiając kierowcę w niemałe zakłopotanie. Po co to komu?