Dotychczas zakładano, że Amy Winehouse nie była pod wpływem narkotyków w chwili śmierci. Jednak teraz pojawiła się osoba, której wypowiedź zdaje się przeczyć tym założeniom.

Jest nią dealer artystki Tony Azzopardi, który powiedział, że w przeddzień swojej śmierci Amy błagała go, żeby załatwił jej kokainę i heroinę.

56-letni dealer powiedział daily mail: "Chcę żeby rodzina Amy znała prawdę o tym, co zaszło. Chcę im w tym pomóc, ale obawiam się o moje bezpieczeństwo."

Tony twierdzi, że Amy spotkała się z nim w pubie w Camden w noc przed swoją śmiercią. Następnie poszli do dealera zwanego "Mr. Big", który sprzedał piosenkace 15 gram heroiny oraz 15 gram kokainy za 2000 $.