Z pewnymi samochodami jest tak, że ciężko je stuningować w taki sposób, by ich nie oszpecić. Już wiele razy światu pokazywano jak można zniszczyć urok i piękno wspaniałych wozów, dodając im niepotrzebne diody, spoilery czy co tam jeszcze fantazja podpowiada.

Na szczęście, niemiecku tuner – Edo Competition nie zepsuł Astona Martina DBS, którego wziął „na warsztat”. Z zewnątrz zmieniono felgi, które w poprawionym modelu są 21-calowe oraz pomalowano je na czarno. Czarna jest również karoseria pojazdu. Niewielkiej kosmetyce poddano także zderzaki, ale zmiany nie rzucają się w oczy. Wewnątrz, niektóre elementy wykonano z włókna węglowego, a skórzane wykończenia będą w takim kolorze, jaki zażyczy sobie klient. Minimalnie obniżono zawieszenie, które dodatkowo utwardzono, by właściwości jezdne auta były bardziej sportowe.

Więcej zmieniono pod maską DBSa. Poprzez zmiany układu wydechowego, nowe filtry powietrza i katalizatory oraz dzięki przeprogramowaniu ECU moc benzynowego silnika V12 podniesiono o 30 KM, czyli do 542 koni mechanicznych. Zwiększono również moment obrotowy, który w poprawionym modelu ma wynieść równe 600 Nm. Dzięki temu, pojazd pierwszą setkę na prędkościomierzu osiągnie po 4.1 sekundy, a wskazówka zatrzyma się dopiero przy wartości wynoszącej 320 km/h. Ponieważ zwiększono moc, konieczna była również poprawa systemu hamulcowego. Dlatego też, ten DBS otrzymał 16-calowe tarcze hamulcowe z zaciskami o 6 tłokach. Przy gwałtownym hamowaniu żołądek może przebić brzuch i zatrzymać się na kierownicy. 

Edo Competition pokazało, jak w dobry sposób poddać auto tuningowi. DBS nie wygląda jak z wiejskiego festynu, ale da się go szybko odróżnić od standardowej wersji. Na to auto skusi się niejeden, który chce mieć coś wyjątkowego ( bo taki jest „zwykły” DBS), ale jego wymagania się większe, niż u innych właścicieli Astonów