Myśląc o zdradzie małżeńskiej  zdecydowanie kojarzymy ją z czymś złym, czymś godnym potępienia. W końcu zdrada to rzecz obrzydliwa, bo jak inaczej nazwać oszukiwanie kogoś, kto nam ufa, wierzy w nas, wspiera, kocha, i  komu (o matko) przyrzekaliśmy wierność? Tak, w takim przypadku jest to zdecydowanie coś okrutnego, zwłaszcza, jeśli jest czynione z premedytacją i zimnym wyrachowaniem.

Ale czy zdrada zawsze ma ten sam wymiar, te same motywy? Czy ten rodzaj oszustwa w każdym przypadku jest czymś nagannym?  Czy są okoliczności które usprawiedliwiają zdradę?

Każdy z nas ma swoje normy, każdy kieruje się różnymi czynnikami, wiarą, to co dla jednych jest do przyjęcia, dla innych  jest absolutnie wykluczone. Załóżmy taką sytuacje, gdy małżeństwo jest już nim tylko z  nazwy. Małżonkowie się nie kochają, nie dbają o siebie nawzajem, już dawno przestali się adorować. Czy suchy akt małżeństwa skazuje ich w takim przypadku na emocjonalną wegetację do końca życia? Czy przestali zasługiwać na uczucie ciepła i miłości? Oczywiście, że nie, a więc czy decydując się wtedy na akt zdrady są usprawiedliwieni? Ktoś powie, że powinni wziąć rozwód, ale jednak wiele małżeństw tego nie robi, pomimo, że uczucie wśród nich wygasło. Dlaczego? Z różnych powodów. Ogólnie można przyjąć, że komuś, kto ma ułożone życie z małżonkiem (np. dom, samochód) i układał je przez wiele lat, ciężko jest nagle to wszystko zburzyć i zacząć układać na nowo, zwłaszcza, jeśli jedno z małżonków jest jakoś uzależnione od drugiego(np. finansowo). Choć wydaje się, że zdecydowanie największym czynnikiem scalającym małżeństwa pomimo ich kryzysu, są posiadane przez nich dzieci.

Możemy założyć więc, że para z różnych powodów nie zamierza się rozstawać,  a jednocześnie trawi ją emocjonalna posucha, która w końcu może stać się nie do zniesienia. Czy zdrada w takiej sytuacji jest czymś rzeczywiście złym? Jedni powiedzą, że tak, inni, że absolutnie nie. A gdzie leży prawda? Wydaje się, że prawda nie istnieje, każdy człowiek, każdy przypadek jest osobny, i nie można go traktować z góry. Ważne, by przy wydawaniu opinii, zachować jak najwięcej obiektywizmu i empatii, choć i tak nigdy nie będziemy w stanie poczuć dokładnie tego, co czuje druga osoba