Jestem ogromnym fanem SUSHI. Istnieją jednak granice cenowe, których za jedzenie po prostu nie wypada płacić. W nowojorskiej restauracji, której szefem kuchni jest Pan Koi, za porcję pewnego rodzaju przysmaku zapłacimy ponad 2 tysiące PLN. Nie jest to zwykłe California Maki czy Nigiri. To SUSHI, z kawałkami homara, wysmarowane waniliowym masłem i dodatkiem kawioru.

Najbardziej ekskluzywnym dodatkiem smakołyku jest polewa ze 100 - letniego oleju balsamicznego. Całość nie jest podawana standardowo z imbirem i chrzanem Wasabi. To zbyt pospolite dodatki. Najdroższe Sushi świata otrzymamy z białymi truflami, które zostaną przygotowane na naszych oczach. Jedynie dla ludzi pokroju Roberta Makłowicza. Osobiście wolę zwykłe Temaki za kilkanaście PLN...