Coraz trudniej jest zgodzić się z opinią o tym, że miasta i ich mieszkańcy są szare i nudne. Nawet w małych i niepozornych miejscowościach tętnić zaczęło nowe życie, tli się płomień we wszystkich kolorach tęczy. Kreacje pachnące japońskim harajuku czy scenicznych kostiumów Róisín Murphy czynią z ulic niesamowity kolaż. Czym spowodowana jest nagła moda na bycie widocznym? Nagłe nasilenie się potrzeby bycia zauważonym, wyróżnienia się?


To nowa moda. Chwilowy trend, o którym zupełnie przestaniemy pamiętać za kilka miesięcy. Czy aby na pewno? Ludzie, którzy od dawna lubili zwracać na siebie uwagę mają mieszane uczucia w obliczu obecnej sytuacji:

„To smutne, że jeszcze rok temu marzyłam o tym, by takie ubrania, jakie dziś są w każdym sklepie były przynajmniej w jednym i by było mnie na nie stać… teraz tak jest, lecz zgubiłam gdzieś poczucie wyjątkowości, bo gdy zadowolona wychodząc ze sklepu z nową sukienką w stylu lat pięćdziesiątych mijam co najmniej cztery dziewczyny w takich samych lub łudząco podobnych… czuję się przerażająco przeciętna” pisze Ania, gdy pytam ją o uczucia odnośnie panującego trendu na styl vintage, którego fanką jest od wielu lat. „Oczywiście, to też jakby sprawiedliwe, że teraz każdy może ubrać się w dowolny, ciekawy sposób, nie zamawiając kreacji z zagranicznych stron, szyjąc samemu lub biegając od jednego secondhandu do kolejnego, ale teraz za osoby twórcze można uznać tych wszystkich, którzy tylko odtwarzają to, co widzą na przykład w katalogach i na swoich ulubionych cele brytach. Irytuje mnie fakt, że jestem porównywana do takich ludzi.” dodaje po krótkim namyśle.

Uliczni artyści, których dziełem było to, co mają na sobie (lub nawet w sobie) a aplauzem wyróżnianie się na ulicach są zażenowani powszechnością tego, co kreowali. „Teraz trudno o kogoś, kto nie ma kolczyków w miejscach innych niż płatku uszu” mówi Arek, projektant tatuaży i grafik „kiedyś modyfikacje ciała były wyrazem niemalże ideologii, stylem życia. Obecnie prawie każdy dzieciak, którego mijam w centrum Warszawy ma kolczyki w wardze, nosie, tunele w uszach… Czyżby nagle ta niebezpieczna przecież sztuka zyskała aż tylu zapaleńców, czy teraz tatuaże i kolczyki to ozdoby, na które decydujemy się pod wpływem chwili i mody?”.

„Śmieszny problem” stwierdza Patryk, student dziennikarstwa „w latach osiemdziesiątych była moda na punk i new romantic, więc ulice tętniły punkiem i New romantic. W latach dziewięćdziesiątych był najpierw grunge, więc ulice zaległy Cobainami we flanelowych koszulach i brudnych trampkach. Wszystko, co niegrzeczne i za co stereotypowi rodzice na pewno byliby wściekli – jest fajne, ciekawe. Potem były Spice Girls i każda dziewczyna chciała być Emmą lub Victorią. Tak, uważam, że moda jest silnie kreowana przez wybijające się trendy w muzyce. Ale nie identyfikowanie się z nią odgrywa główną rolę. Celem jest bycie dostrzeżonym i nie wierz w okrzyki >chce być zrozumiany<. Nie, nie zrozumiany – dostrzeżony. Ludzie nie chcieli być zrozumiani. Oni chcieli właśnie być trochę nielubiani, wytknięci. Moim zdaniem by ukryć to, że nie mają zbyt wiele do powiedzenia, chcą przekonać świat, że mają coś do pokazania.”

Co jakiś czas świat mody i kultury musi zalać fala buntu, który powoli miesza się z powszechnością. Odnosząc się do słów Patryka – dziś, gdy już prawie każdy możliwy bunt już zaistniał, pozostała powszechność i wymieszanie dotychczasowych trendów w jeden, niejednolity i na granicy kiczu. Bo wszystko, co ma wzięcie, lawiruje na granicy dobrego smaku i kiczu, która jest bardzo cienka.

„Nie, nie słucham Stonesów. Ale bardzo podoba mi się ten motyw” odpowiada Kasia, uczennica gimnazjum, gdy pytam o koszulkę z logiem The Roling Stones, którą ma na sobie „to takie popartowe. Teraz popart jest na fali.”

Koszulki z Davidem Bowie, Iggy Popem, Logiem The Roling Stones. Kolczyki – pacyfki. Irokezy, do połowy wygolone głowy, dready, modyfikacje ciała – wszystko to budzi coraz mniej kontrowersji. Ludzie przestają dostrzegać skrajności w barwnym tłumie. Przestają też dostrzegać samych siebie w lustrze. Modna jest kontrowersja, więc moda okradła ambiwalentnych z ich dorobku.

„Teraz bycie oryginalnym to ciężka praca. Praca to rytm współczesności, a zatem wszyscy pracują by być oryginalnymi. Teraz wyróżnia się ten, co nie robi nic ku temu, by go dostrzeżono i jest sobą. Takie osoby mają po prostu TO COŚ i one zawsze będą widoczne, nawet gdy postawi się je wśród tysiąca sobowtórów” podsumowuje Ania.

„Jestem oryginalny, bo mam kolorowe włosy? Nie. Jestem ciekawszy, bo mam wytatuowane plecy i rozepchane płatki uszu? Nie. Jestem fajny, bo nosze koszulę w kropki i zielone martensy? Nie. Jestem sobą i dla mnie to jest ważne. Jeśli widzę na ulicy kogoś w podobnym stroju, to czuję, że on patrzy na mnie z zazdrością. Bo on też by chciał być sobą. Tylko się boi, a chce być… jaki? Oryginalny? Nie, on chce być taki jak inni, a teraz inni są >oryginalni<” śmieje się Arek.

„Przeżyłem grunge, przeżyję pop” zamyśla się Patryk „ale, jeśli będę miał dzieci, powiem im, że miałem coś, z czym się utożsamiałem. Mój prywatny bakcyl, moja mała innowacja, do której nie potrzeba mi było pobratymców, a miło było przy piwie pogadać z kimś, kto miał w głowie coś podobnego. Czy te chude kopie Marylin Monroe, weganie wcinający po kryjomu kebab i anarchiści, nie umiejący zdefiniować anarchii mają bakcyla, czy tylko nowy numer czasopisma o trendach? Czy za rok będziemy pamiętać o grzywce na bok i martensach w kwiatki? A może będziemy śmiać się z nich, gdy zobaczymy je na nogach przypadkowej osoby w metrze?” zastanawia się Patryk „nie chcę być niesprawiedliwy w ocenianiu zwolenników obecnej szalonej mody na oryginalność, ale oceniając schematycznie wygląda na to, że nie. Uważam, że nie jest to aż tak żenujące, co po prostu przykre.”

Elementy dotąd cechujące poszczególne subkultury wymieszały się, zmutowały i powąchały sławy, znajdując szerokie grono odbiorców. Teraz już nic nie musi mieć drugiego dna. Czy zatem powinno się dziś, skoro nie można o szarości, mówić o przygnębiającej jaskrawości miast? Denerwującej nadaktywności ulic i zdecydowanie zbyt normalnej anormalności? Dziś wszystko, co budziło ogromne kontrowersje, jest na porządku dziennym, a wielkie znaki zapytania i wykrzykniki w tej kwestii są sporadyczne. Czy dotychczas uznawani za ambiwalentnych okazali się zwyczajnie próżni, czy faktycznie w modzie na to, co było niegdyś inne jest coś niesprawiedliwego? 

„Każdy, kto faktycznie jest – jak to ujmujemy stereotypowo - oryginalny, nadal nim będzie, mimo mody na to, co robi. Bo on to robił od dawna i będzie robił dalej – on to kocha” Ania.


Szał na punkcie szaleństwa może okazać się ciekawą lekcją dla nas wszystkich. Może nauczymy się w prowokacji, przesadzie, widoczności znaleźć gdzieś siebie – nagiego, bez ozdób, modnych sukienek ze sklepów, szałowych zdobyczy z secondhandu, punkowej fryzury… ale jak najbardziej prawdziwego