Oto Ferrari 458 Italia. O Boże, jakie ono piękne! Jest fenomenalne. To cudo na czterech kołach. Każdy jeden egzemplarz zapewne został zbudowany ze zmiksowanych 25ciu finalistek Miss World. Mężczyźni lubią to, co brutalne i piękne, a takie to auto ma być na drodze. Żaden facet nie może przejść obojętnie obok tego auta. Każdy chciałby obejrzeć film w którym Bruce Willis gigantycznym mikserem, napędzanym silnikiem V8, robi papkę z urokliwych Chorwatek i Wenezuelek, a następnie buduje z tego samochód. Po seansie wszyscy rzuciliby się do salonów po takowe. O ile mają 676 tysięcy złotych. Powinien kosztować 666 tyś, bo głowiny projektant tego modelu musiał być opanowany przez szatana.

Dwumiejscowy pocisk, z umieszczonym centralnie benzynowym silnikiem V8 o pojemności 4.5 litra i mocy 570 koni, ma rozpędzić auto do 325 km/h, a pierwszą setkę osiągnąć już po 3.4 sekundy. Pięknie. 458 Italia to zlepek najlepszych modeli wyprodukowanych przez ekipę z Maranello w ostatnich latach. Amortyzatory z 599 GTB, oś wielowachaczowa z Californii a silnik to poprawiona jednostka z F430. Dodatkowo włosi sięgnęli po niektóre rozwiązania z F1. Półautomatyczna, sterowana łopatkami 7-biegowa zapewnia wrażenie jazdy prawdziwym bolidem. Biegi zmieniają się w ułamek sekundy, a każdej zmianie towarzyszy wybuch paliwa w wydechu. Na kierownicy umieszczono mnóstwo przycisków, co sprawia, że nie trzeba odpalać silnika, by poczuć się jak Felipe Massa. Kierowca panuje nad trybami pracy wszelkich elektronicznych i mechanicznych „wspomagaczy” takich jak kontrola trakcji czy ABS. Jeśli tylko będzie miał ochotę, może je wyłączyć i samemu spróbować okiełznać włoskiego ogiera. Nie będzie to łatwe, bo opanować trzeba auto z momentem obrotowym wynoszącym 540 Nm. Z pomocą do Ferrari przyszła firma Bridgestone, która zrobi opony konkretnie do tego auta. Mają one jak najlepiej przekazywać polecenia kierowcy na asfalt i uwolnić całą moc przekazywaną z tylnych kół. Dzięki węglowo-ceramicznym hamulcom Ferrari jadące z prędkością 100 km/h zatrzyma się po 32.5 metrach, miażdżąc przy okazji organy wewnętrzne kierowcy. Nie mogę napisać o emisji CO2 na kilometr, bo było by to bluźnierstwo. Na to patrzą tylko Ci, którzy uważają że finalistki Miss World są nieatrakcyjne.

Co tam osiągi. Popatrzcie na wygląd. Piękne, rozciągnięte przednie lampy z diodami LED, srebrna sylwetka ogiera między wlotami powietrza i kształtne wypukłości na nadkolach. Profil? Chyba jeszcze lepszy. Gładka, opływowa sylwetka, z umiarem zaostrzone przetłocznia na drzwiach, pięcioramienne chromowane felgi. Ochy i achy. A tyłu umieszczono potężny dyfuzor, mający zapewnić gigantyczny docisk, a nad nim 3 potężne, wulgarnie wręcz wyglądające, rury wydechowe, oczywiście powleczone chromem. Tak jak w Californii, umieszczono pojedyncze okrągłe światła, które wystają poza linię tylnej pokrywy silnika. Sama pokrywa jest z przezroczystego włókna, dzięki któremu możemy zobaczyć czarne i czerwone elementy obudowy silnika. Wnętrze wykonano z największej jakości materiałów, których nazwy są w stanie zapamiętać jedynie projektanci mody i drwale, którzy wstydzą się przyznać, ze tak naprawdę woleli by robić coś innego. Wyprofilowane fotele mają otaczać kierowcę tak jak te z stosowane w F1, a dodatkowo, obok jest drugi! To czyni Italię niewątpliwie praktyczniejszą od bolidu, nie wspominając o tym, że możesz nią jeździć w deszcz, bez obawy o kurtkę czy fryzurę. Centralny wyświetlacz wyskalowano do 10 tyś obrotów, co niejednego skusi do sprawdzenia, gdzie zatrzyma się wskazówka.

Ferrari 458 Italia to technologiczny i wizualny majstersztyk. Nie sprawdzono jeszcze, co dostarcza więcej emocji – czytanie o rozwiązaniach technicznych, czy oglądanie zdjęć nowego modelu. Bo większości z nas, tylko takich emocji dostarczy to auto z Maranello. Powstanie niewiele egzemplarzy tego modelu, ale może to dobrze. Facetom znudziłby się świat pełen modelek ratujących foki i walących w tipsach o pokój na świecie. Tak samo ilość superaut na kuli ziemskiej nie może przekroczyć pewnego poziomu, bo wtedy to co ekscytujące stanie się po prostu szare. Mało kto chciałby mieć modelkę za żonę. Niemiej jednak, to auto kusi jak najczarniejszy belzebub