Tydzień temu na ekrany kin trafił film Genua. Włoskie lato. Oglądając zwiastuny, film zapowiadał się bardzo ciekawie. Piękne włoskie miasto, ciekawa muzyka i dramatyczna historia. Szczęście rodzinne zakłóca wypadek samochodowy, w wyniku którego zginęła matka dzieci i żona Joe( Colin Firth). Od tamtej pory relacje między córkami i ojcem zostają zakłócone.  Idealnym rozwiązaniem na uleczenie ran po stracie matki i żony okazuje się wyjazd do Genui. To właśnie Włochy od zawsze były kreowane jako lekarstwo na całe zło, co mogliśmy zobaczyć w ''Pod słońcem toskanii'' i w ''Dobry Rok''. Jednak Genua. Włoskie lato tym się różni od pozostałych filmów, że nie jest optymistyczna, co więcej bardzo często jest ukazana jako mroczne miejsce. Cały film toczy się wokół odczuć najmłodszej córki Joe, która obwinia siebie za śmierć matki. W tym przypadku Colin okazuje się pocieszycielem, a tym samym odgrywa drugoplanową rolę. To właśnie najmłodsza córka Mary staje się postacią pierwszoplanową. Film dla osób bardzo sentymentalnych, kiedy pojawia się wątek akcji to zaraz potem następuje bardzo dziwne zakończenie, które dla mnie jest nijakie. Szczególnie od zakończenia oczekuje się czegoś więcej, jakiegoś wyjaśnienia całej sytuacji. Film jak dla mnie dla bardzo sentymentalnych i nieco przereklamowany