W grudniu nowa dyrektor kreatywna GAP Rebekka Bay przedstawiła swoją wizję starań o klienta. Jej mottem przewodnim jest powrót GAP jako największej ikony amerykańskiej marki casual oraz stworzenie warunków, by każdy chciał znowu mieć w swojej szafie te kultowe ubrania. Plany ambitne, tylko trudne do realizacji, zwłaszcza w obliczu ostatnich wydarzeń dyskredytujących GAP w oczach świata jako firmy budującej swój kapitał na niemalże niewolniczej pracy ludzi.

Nie dziwię się, że przygotowana kampania reklamowa na wiosnę 2014 jest oszczędna w swoim wyrazie, tak jak miało to miejsce w latach 90., kiedy GAP przeżywał swój rozkwit. Ponadczasowe formy i wzory, kolory bardziej sprane, ubrania nie przekombinowane i codzienne, w tym dużo denim.  W rzeczywistości same ubrania są prawie niezauważalne i o to chodzi. Kampania zatytułowana „Lived-In” sprawia wrażenie prostej i autentycznej, podobnie jak ubrania noszone na co dzień. Czyżby GAP chciał w ten sposób udowodnić, że jego korzenie są uczciwe ? To wiemy, pytanie – co marka zamierza  zrobić z niedobrą opinią, jaką posiada aktualnie ?

Nie wiem, czy rozwiązaniem odpowiednim dla marki jest współpraca z high fashion, jaką szczyci się GAP. W marcowym wydaniu Vogue będziemy mogli obejrzeć pierwszą w historii reklamę dotykową, stworzoną z bawełnianej tkaniny pochodzącej z zużytego t-shirta z nadrukowanym logo.

Co dalej będzie z GAP ? Lubię prosty styl oferowanych przez nich ubrań, a jednocześnie obchodzi mnie, by nie wspierać inicjatyw budowanych na krzywdzie innych. Trudny wybór, chociaż nie pozbawiony hipokryzji. Przecież inne marki też produkują swoje kolekcje w Bangladeszu, Indiach, Indonezji itd.