Jak miliony innych ludzi, gdy coraz bliżej do momentu świątecznych rodzinnych spotkań, tradycyjnego jedzenia, choinki i…. rzecz jasna prezentów, wybrałam się w poszukiwaniu tego, co mogłoby ucieszyć najbliższych. Wchodząc do pierwszego sklepu, w którym zamierzałam kupić kilka książek, już przy wejściu zobaczyłam stosy albumów z fotografiami… Nowego Jorku! Świątecznego Nowego Jorku. Centralna Europa, centralna Polska, ponury, szary krajobraz bez grama śniegu- i ten szalony kontrast- mimo wielkiego ruchu, śnieżnobiały Manhattan, bielusieńki Central Park, zachwycające ozdoby świąteczne, jakich nie znajdziecie nigdzie indziej. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego akurat to miasto zyskuje na znaczeniu w umysłach wielu ludzi, Polaków, marzących o idealnej bożonarodzeniowej atmosferze?
Czy jest aż tak magiczne, tak niesamowicie transformuje się na ten czas, że cały świat MUSI, po prostu musi, patrzeć właśnie tam?

A może to siła i trafność marketingowych sztuczek? Bo pomyślcie- święta, świąteczne filmy, bajkowe, pogodne historie, którymi karmimy się co roku w naszych domach- bohaterowie większości z nich mieszkają właśnie w Nowym Jorku!
Ja, myśląc o perfekcyjnym Bożym Narodzeniu natychmiast mam przed oczami bardzo wyraźnie wielką choinkę w centrum miasta, ludzi na lodowisku, a w tle wieżowce i wystawy…Świąteczne wystawy kuszące każdego przechodnia. Dla mnie Nowy Jork jest synonimem dobrych, udanych zakupów, mekką zakupoholików, a w grudniu? Marzenie! 

Siedząc w bardzo polskim mieszkaniu, mając widok na gołe gałęzie drzew, nie obsypane śniegiem, konsumując prawdziwie polski barszczyk, włączę sobie muzykę z płyty Christmas & The City, poprzerzucam kartki albumu, ukazującego najpiękniejsze momenty z życia miasta, które nigdy nie śpi, również zimą. I może kiedyś i ja zobaczę to na własne oczy?